Rozdział
IV
Po
krótkim wywiadzie środowiskowym przeprowadzonym przez Naomi, stwierdziła, że
spokojnie mogę iść, że prawdopodobnie nic mi się nie stanie.
-Ale
wiesz jedna rzecz mnie zastanawia … - zaczęła.
-Chodzi
Ci o zbieżności nazwisk –naszego Stylesa i tego od tej firmy? – zapytałam prawie
pewna, że chodzi właśnie o to.
-Ty mnie
znasz lepiej niż moja własna matka. – uśmiechnęła się i przytuliła mnie. – Zresztą
skoro to będzie jego ojciec, wujek, dziadek czy ktokolwiek, to zawsze się
możesz zapytać.
-Racja,
przekonamy się dzisiaj. Chodź idziemy jeszcze jakaś godzina lekcji i koniec. –
powiedziałam otwierając drzwi od skrytki. – Omi, a w co ja się ubiorę na to
spotkanie?
-Spokojnie
przyjdę do Ciebie i coś sensownego, a za razem seksownego wybierzemy. – puściła
mi oczko.
Było już
sporo po dzwonku, z hukiem wpadałyśmy do klasy pani Tompshon spojrzała na nas
znad okularów, uniosła brwi i nic nie powiedział. Szybko usiadłyśmy w ławce i
tak z nie za dobrym początkiem rozpoczęła się lekcja angielskiego.
***
-Masz coś
do jedzenia? – zapytała przyjaciółka wyglądając zza otwartej lodówki.
-No
przecież stoisz przed lodówką, weź coś sobie. – odrzekłam popijając sok
pomarańczowy.
Z
jedzeniem poszłyśmy do mojego pokoju. Naomi usiadłam na łóżku, właściwie
położył się i czekała na mój ruch.
-No to
może, ja będę zakładać konkretne zestawy, a ty powiesz czy tak będę mogła iść?
-Dawaj
mała, a ja w tym czasie przejrzę Twittera. A tak swoją drogą przez całą
ostatnią lekcje Harry patrzył się na Ciebie. – rzuciła sięgając po telefon do
torebki.
Przymierzyłam
kilkanaście stroi i żaden nie pasował. Albo coś nie tak było za spodniami, albo
z bluzką. W ostateczności stwierdziła, że to
będzie
najodpowiedniejsze. Poprawiła mi makijaż i mogłyśmy wychodzić. Omi poszła na
swój przystanek, a ja na swój.
-Powodzenia,
jestem z Tobą! – krzyknęła na pożegnanie przyjaciółka.
-Dzięki!
– odwróciłam się i pomachałam do niej.
Jechała
najpierw autobusem, następnie tramwajem, po drodze słuchałam muzyki kurczowo
trzymając MP3, żeby przypadkiem znowu gdzieś nie wypadła. Po 30 minutach byłam
na miejscu. Przeszłam kilkadziesiąt metrów nierównym chodnikiem i stanęłam na
przeciw ogromnego budynku. Miał chyba z 25 pięter, a na samej górze widniał
napis – Styles Development. Zabrałam głęboki wdech i weszłam. Wnętrze było w
czarnych i białych kolorach, wszystko na wysoki połysk. Na ścianach obrazy,
piękne, ogromne sofy oraz białe, wysokie biurko, za którym stała chłodna
blondyna.
-Dzień
dobry, nazywam się Lori Evans, jestem umówiona na spotkanie, w sprawie pracy z
panem Stylesem. – powiedziałm ciepło.
Uniosła
głowę znad komputera, zmierzyła mnie wzrokiem i rzekła:
-Spotkanie
na godzinę 03.30 PM? – machinalnie pokiwałam głową na „TAK” – proszę udać się
do pokoju numer 83.
Podziękowałam
i ruszyłam w stronę windy, po drodze pytając jakiegoś faceta gdzie znajduje się
owe pomieszczenie.
Stanęłam
przed drzwiami – kolejny wdech – zapukałam. Usłyszałam pewne słowa, iż mogę
wejść. Zrobiłam to. To, co zobaczyłam przekroczyło moje oczekiwania. Biuro z
ogromnymi oknami, szklanym stołem, drewnianym biurkiem i całym mnóstwem innych
rzeczy, które były nie do opisania.
-Dzień
dobry. – powiedziałam niepewnie.
-Witam.
Zapraszam. – rzekł uśmiechnięty mężczyzna w wieku około 45 lat. – Ty pewnie
jesteś Lori? – dorzucił wyciągające rękę przed siebie. Uścisnęłam ją i usiadłam
na fotelu naprzeciwko niego.
Zaczęliśmy
rozmawiać, był naprawdę miłym człowiekiem, wypytywał mnie o różne rzeczy, potem
ja się przedstawiłam z jak najlepszej strony. Wyciągnął ze mnie chyba wszystkie
informacje, jakie tylko mógł.
Po
półgodzinnej konwersacji odparł z uśmiechem:
-Witamy w
zespole.
Na te
słowa uśmiechnęłam się szeroko i bardzo podziękowałam. Wytłumaczył dokładnie, na
czym będzie polegała moja praca oraz uprzedził jak mniej więcej mam przychodzić
ubrana – duża firma duże wymagania.
Pożegnałam
się i ucieszona jak dziecko wyszłam z pomieszczenia. Czym prędzej wysłałam
sms’a Naomi, która z prędkością błyskawiczną odpowiedział.
Już
kierowałam się do wyjścia, kiedy usłyszałam za sobą, że koś mnie woła. Byłam
lekko zdziwiona, bo jeszcze nikt mnie tu nie znał.
Spojrzałam
za siebie, na sofach siedział Harry z jakimś kolegą. Wskazał ruchem ręki, że
mam podejść, z wielką niechęcią zrobiłam to.
-No,
rzeczywiście niezła. – odezwał się jego otatuowany kompan.
-Ja tu
jestem. – przypomniałam. – Co ty tu w ogóle robisz? – zapytałam trochę
zdziwiona obecnością Stylesa.
-Jak to,
co, przecież to firma mojego ojca. Pracuję tutaj i prawdopodobnie będę Twoim
szoferem, kiedy mój ojczulek będzie kazał Ci coś załatwić na mieście. – rzucił
obojętnie.
Zaklęłam
w duchu, ale nie miałam zamiaru dać poznać po sobie, że coś mi nie pasuje.
-A
właśnie to jest Niall. Mój najlepszy przyjaciel. – chłopak skinął głową w moją
stronę. Ale, że co Harry miał przyjaciela, to może on jednak umie zachowywać
się jak człowiek.
-Bardzo
mi miało, ale musze już iść. Do zobaczenia w szkole. – chociaż wcale nie miałam
ochoty go widzieć.
-Mała poczekaj.
– ja pierdole czego on ode mnie jeszcze chce. Tym razem zawołał mnie Niall. –
Musze Ci coś powiedzieć, to zajmie dosłownie trzy minutki. – przewróciłam
oczami, ale zgodziłam się.
-Jestem
jego najlepszym kumplem i wiem, do czego on jest zdolny. Pamiętasz ostatnią
akcję z pobiciem tego kolesia?
-No tak,
coś było. – odparłam niecierpliwie.
-To Harry
go pobił, dlatego wydalono go z tamtej szkoły. Proszę Cię uważaj na niego. On
zawsze taki był, ale jak się go lepiej pozna jest naprawdę zajebisty. Nie
namawiam Cię do tego oczywiście. Tylko po prostu wydaje mi się, że trochę Cię
przeraża jego zachowanie. Widać po Tobie, że jesteś inna niż cała reszta
kobiet, jakie widziałem koło niego. Im nie przeszkadzała ta jego wybuchowość,
były z nim tylko, dlatego, bo jest dobry w łóżku. – cały czas słuchałam
uważnie, co mówi do mnie chłopak i naprawdę nie mogłam w to uwierzyć. – Więc
mała uważaj, ale coś czuję, że on Ci tak łatwo spokoju nie da. I tym razem
chyba nie chodzi tylko o jednorazowy numer. Pamiętaj jakby, co to na mnie możesz
liczyć. – na tym skończył swoją wypowiedź i podał mi małą karteczkę ze swoim
numerem.
Chwila
musiała minąć, zanim się ocknęłam. Wyszłam na świeże powietrze, po prostu słowa
blondyna nie dotarły do mnie.
Musiałam
wracać powoli do domu, postanowiłam klika przystanków przejść pieszo, aby
wszystko dokładnie przemyśleć i ułożyć. Szłam wolnym krokiem przez ośnieżony
park. W mojej głowie słyszałam ostatnie słowa chłopaka – „I tym razem chyba nie
chodzi tylko o jednorazowy numer”- czyli, że co on nie da mi spokoju? Dlaczego
to właśnie na mnie musiało trafić, tyle dziewczyn jest w całym mieście,
dlaczego akurat ja? – zadawalałam sobie tylko to jedno pytanie.
Nawet się
nie spostrzegłam, kiedy zrobiło się ciemno. Resztę drogi przejechałam
komunikacją miejską.
Ostatecznie
do domu wróciłam o 05.45 PM. Tata czekał jak zwykle z obiadem. Bardzo się
ucieszył na wieść, że dostałam ta pracę.
- To
powiedz mi, Lori, co ty tam będziesz dokładnie robić?- zapytał wycierając jeden
z kilku talerzy.
Bardzo
trudno mi było rozmawiać teraz o czymkolwiek, ale jakoś się przemogłam i
najnormalniejszym głosem odpowiedziałam:
-Właściwie
będę pracować w weekendy i czasami jak będę chciała to w piątek po szkole mogę
przyjść. Będę jeździć po mieście albo czasami i za miasto podwozić jakieś papiery.
Albo w firmie na miejscu – będę taką prawą ręką pana Nathana.
-A jak
będziesz miał gdzieś pojechać to rozumiem, że transport oni załatwiają. –
dopytywał.
-Tak,
można powiedzieć, że moim szoferem będzie – odchrząknęłam nerwowo – jego syn,
Harry.
I w tym
momencie, prosiłam Boga, żeby ojciec nie zapytał – „Harry Styles, a to nie jest
tan, który pobił tego chłopaka?”. Na szczęście takie słowa nie padły.
-Mówiłaś,
że do waszej klasy też, doszedł jakiś nowy.
-Taki
dziwny zbieg okoliczności, że to ta sama osoba. – uśmiechnęłam się zamykając
szufladę.
Porozmawialiśmy
jeszcze chwilę pijąc herbatę, stwierdziliśmy, że fajnie by było zrobić wieczór
filmowy. Jak byłam młodsza organizowaliśmy coś takiego co tydzień, po prostu
nie mogło obejść się bez filmów z tatą.
Poszłam
do salonu przeszukałam półkę z filmami, przygotowałam kanapę, abyśmy mogli
wygodnie usiąść oraz wyciągnęłam z szafy gruby, ciepły koc.
Tata
zrobił wielki kubek kakao i mogliśmy zaczynać.
Oglądaliśmy
śmiejąc się i rozmawiając. Siedziałam oparta głową o jego klatkę, było naprawdę
miło. Im później się robiło, tym moje powieki stawały się coraz cięższe, aż w
końcu zasnęłam.
Obudziłam
się po jakiejś półtorej godzinie, z powodu zimna. Rodzica już obok mnie nie
było, powędrowałam do mojego pokoju. Sprawdziłam godzinę, była 01.21 AM. Byłam
naprawdę śpiąca, ale poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Nie miałam
nawet siły na zmycie makijażu. Po powrocie do ciemnego pokoju czekałam na mnie
wiadomość:
-Cześć piękna, mam nadzieję, że Cię nie obudziłem. zabieram cie jt na imprezę, bądź gotowa o 8.30pm. xx PS załóż coś seksownego.
On nawet
się nie zapytał, czy chcę iść, po prostu rozkazał. Coś czuję, że to, co działo
się działo tej pory to dopiero początek problemów.
Stałam z
urządzeniem jakieś 10 minut i w kółko analizowałam sms’a. Sama nie widziałam,
co mam zrobić, przepełniał mnie wewnętrzny nie pokój.
W końcu
położyłam się i zasnęłam.
***
Obudził
mnie huk czegoś spadającego na podłogę, natychmiast się poderwałam z łóżka i
wybiegłam z pokoju.
-Jery,
przepraszam córeczko, że Cię obudziłem, niezdara ze mnie. Miska na podłogę mi
spadła to, dlatego taki huk. – powiedział zły na siebie ojciec.
-Nic się
nie stało, która jest w ogóle godzina? – zapytałam zdezorientowana.
-Jest
5.55 AM. Idź się jeszcze położyć. Ja za chwilę wychodzę.
-Tato
mogę dzisiaj nie iść do szkoły? Strasznie kiepsko się czuję, brzuch i głowa
mnie boli i jakoś tak mi nie dobrze. – powiedziałm masując brzuch. Ciekawe,
dlaczego tak się czułam? Hmm… Może, dlatego, że byłam przerażona wizją
dzisiejszego wieczoru?
-No,
dobrze, ale co by Ci mogło być? – zapytałam zatroskany.
-Nie mam
zielonego pojęcia. A o której dzisiaj wracasz?
-Prawdopodobnie
będę około 06.00. PM. – wybacz, ale już musze lecieć. – rzucił i pocałował mnie
w czoło.
Podreptałam
do pokoju i z powrotem się położyłam, próbowałam zasnąć, ale nic z tego.
Przykryłam się dodatkową kołdrą, ale to i tak nic nie dało. Było mi zimno,
wszystko mnie bolało i kilka razy byłam wymiotować i tak przez całe
przedpołudnie. Jeszcze nigdy mój organizm tak źle nie znosił stresu.
Dzisiaj
kończylibyśmy o 12.10PM. Byłam przekonana, że po szkole wpadnie do mnie Naomi,
zapytać, dlaczego mnie nie było. Około jedenastej, wstałam i zjadłam chleb z
masłem. To był błąd, bo od razu go zwróciłam. Odliczałam minuty, kiedy przyjdzie
Omi i mnie przytuli. W końcu zadzwonił dzwonek do drzwi. Sprawdziłam przez
wizjer, czy to na pewno ona. Otworzyła drzwi i jej pierwszą reakcja zdziwiła
mnie.
-Matko,
co Ci jest. Potargane włosy, w szlafroku, blada i wory pod oczami, czy ty w
ogóle dzisiaj spałaś? – zapytała zdziwiona, a za razem zmartwiona.
-Tak
spałam, ale bardzo kiepsko się czuję. Chodź do pokoju.
Kazałam
jej sprawdzić mój telefon, dokładniej wiadomość od Harrego. Wybałuszyła oczy, spojrzała na mnie i jeszcze
raz na urządzenie.
-Nie
zgodziłaś się prawda?
-Nic mu
nie odpisałam, a jak Ci opowiem, co mówił mi o nim jego kolega to naprawdę nie
uwierzysz.
Wszystko
dokładnie ze szczegółami zrelacjonowałam, a Naomi zadawała pytania. Czułam się
jak na policji, kto wie czy się tam niedługo nie znajdę.
Kolejną
rzeczą było dokładne przemyślenie, czy powinnam iść czy nie. Ona upierała się,
żebym została, a ja sama nie wiedziałam, co począć.
Z jednej
strony, on wie gdzie mieszkam, niby nic mi nie zrobił oprócz tego macania na
chemii i sms’ów. Dobra, chyba jednak to są wystarczające powody, żeby nie iść.
Chociaż coś mnie do niego ciągnęło, ten jego uśmiech, oczy, głos. Chciałam go
po prostu zobaczyć, rzeczywiście, było w nim coś takiego pociągającego.
Zanim się
obejrzałyśmy zrobiła się 05.45 i Omi musiała iść do domu. Zdecydowałyśmy, że
jednak pójdę z nim, ale jakby, co ta mam ustawić jej numer na szybkie
wybieranie i dzwonić. W tym momencie, kiedy ona wychodziła przyszedł tata.
Kiedy przyjaciółka u mnie była zrobiłyśmy coś do jedzenia, więc ojciec
przyszedł na gotowe – przygotowałyśmy sałatkę z kurczaka.
Podczas
posiłku zapytałam czy mogę iść na imprezę.
-Kochanie,
tyle razy Ci mówiłem, że nie musisz mi się pytać, wystarczy, że mnie po
informujesz. – posłałam mu uśmiech i poszłam do pokoju wybrać jakieś ciuchy.
Padło na to:
Posiedziałam
jeszcze trochę na Twitterze i zaczęłam się szykować. Nagle usłyszałam jak tata
woła:
-Lori
pospiesz się, Harry już czeka. – czy on nie mógł poczekać w samochodzie?
Zrobiłam
szybko włosy, chwyciłam torebkę i byłam gotowa. Poszłam do kuchni, a panowie
siedzieli przy stole zajęci rozmową i śmiechami. On po prostu mógłby być
aktorem, żeby tak dobrze udawać miłego to naprawdę trzeba mieć talent.
Odchrząknęłam
by w końcu zwrócili na mnie uwagę. Oczy skierowały się na mnie.
-No
powiem Ci córeczko, że wyglądasz ślicznie. – zaczął tata.
-Zgadzam
się panie Evans. – spojrzał na ojca.
-Harry,
daj spokój mów mi Josh. – nie no tego to bym się nie spodziewała.
Tata był
przyzwyczajony do widoku chłopaków u nas w domu, bo oprócz Naomi to nie miałam
zbytnio koleżanek, raczej moimi przyjaciółmi była płeć męska, jakoś nigdy, ani
tacie, ani mi to nie przeszkadzało.
Pożegnałam
się z rodzicem i opuściliśmy mieszkanie. Zeszliśmy na dół schodami, opuściliśmy
blok i ruszyliśmy w stronę samochodu. Hazz szedł bardzo blisko mnie, poczułam
jego rękę na talii. Otworzył mi drzwi pasażera, zapięłam pasy bezpieczeństwa,
on również wsiadł. Zanim odpalił silnik poprosiłam o jedno:
-Harry
mógłbyś tym razem jechać normalnie? I właściwie gdzie jest ta impreza?
-Dobrze
piękną. A gdzie jest, to zobaczysz – powiedział i ruszyliśmy.
Panowała
trochę krepująca cisza, zaczęłam bawić się strzemiączkiem od torebki, nie
wiedziałam czy mam się odezwać czy siedzieć cicho.
-To
prawda, że ty pobiłeś tego chłopaka, tak mocno, że znalazł się w szpitalu? –
mistrz głupich pytań? Lori. Popatrzyłam na niego przez chwilę, ale widząc, że
chyba nie chce o tym rozmawiać odwróciłam głowę zerkając za okno.
-Tak ja
to zrobiłem. – ale naprawdę tego nie chciałem – znasz uczucie, kiedy naprawdę
się w kimś się zakochałaś, a jakiś dupek, specjalnie zaciąga Ci dziewczynę do
łóżka? – zapytał zerkając na mnie.
-Nie,
nigdy nic takiego mi się nie zdarzyło. – odpowiedziałm zgodnie z prawdą.
-A mi
właśnie tak. Byłem tak wkurwiony, że nie panowałem nad sobą i zrobiłem to.
Dobrze, że mnie powstrzymali, bo ta moja „wielka miłości” skończyłaby tak samo.
– rzucił zaciskając ręce na kierownicy.
-Naprawdę
Ci współczuję, to musiało być okropne.- powiedziałam jakiś beznadziejny, niby
pocieszający tekst.
- Nie
potrzebuję współczucia, ale przyrzekłem sobie, że, kiedy kolejny raz zakocham
się będę chronić JĄ przed wszystkim.
Przez
resztę drogi nie odezwaliśmy się do siebie ani razu. Zajechaliśmy pod jakiś
klub. Harry zaparkował, otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Obowiązkowo objął
mnie ramieniem. Dostaliśmy się do zatłoczonej sali bez kolejki. Wydaje mi się,
że Hazz był częstym bywalcem takich miejsc, bo ochroniarz jakby dobrze go znał.
Przeszliśmy przez tłum bawiących się ludzi. Podeszliśmy do kanapy, na której
siedziało dwóch chłopaków i jedna dziewczyna. Poznałam ich, Harry zniknął mi z
oczu, więc przyłączyłam się do Vicky. Zamówiłyśmy drinki, trochę
porozmawiałyśmy, a następnie poszłyśmy na parkiet. Od razu wyłapałyśmy sobie
partnerów do tańca.
Bawiłam
się całkiem nieźle, dopóki mój towarzysz, z którym tańczyłam nie zaczął sięgać
swoimi spoconymi łapami do mojego tyłka. Odepchnęłam go, ale to nic nie dało,
był wyższy i silniejszy i do tego pod wpływem alkoholu.
-Mała daj
spokój, zabawimy się. – powiedział.
-Nie będę
się z Tobą bawić. Zostaw mnie! – krzyknęłam.
I właśnie
wtedy odrażający mężczyzna zaczął się wycofywać, zdziwiłam się, że niby te
słowa podziałały?
Odczułam
duże ręce na moich biodrach, obejrzałam się za siebie i uniosłam głowę – Harry.
-Zatańcz
ze mną. – wyszeptał mi do ucha.
Jego głos
wywołał ciarki na plecach, przymknęłam oczy, bo to, w jaki sposób do mnie mówił
było naprawdę przyjemne. Przenieśliśmy się w ciemniejszy kąt sali i kołysaliśmy
się w rytm muzyki. Cały czas stałam do niego plecami, nie pozwolił mi bym,
chociaż trochę się od niego odsunęła.
Pocałował
moją szyję - był delikatny, nigdy nikt w
ten sposób mnie nie całował. Odchyliłam szyję, aby dać mu większy dostęp. Sama
nie wiedziałam, co robię, chyba impuls chwili. Obdarował mnie kolejnym mokrym
całusem, dmuchnął na pocałowana miejsce zimne powietrze. Moje serce zabiło
szybciej, chciałam się odwrócić, żeby być do niego przodem. Robiąc, co otarłam
przypadkiem o jego kroczę. Jęknął cicho, najwyraźniej podobało mu się, ale nie
zamierzałam tego powtarzać. Przetańczyliśmy chyba pięć piosenek, wcale nie
miałam ochoty się od niego odrywać.
Zrobiliśmy
sobie mała przerwę, podeszliśmy do baru i usiedliśmy na wysokich krzesłach.
Harry zamówił jakieś drinki, nawet nie wiem, kiedy zrobiła się 11.38PM.
-Harry! –
rzuciłam głośniej, aby przekrzyczeć dudniąca muzykę.
-Tak?! O
co chodzi?
-Możesz
odwieźć mnie już do domu, jutro zaczynam pracę, a nie chciałabym się spóźnić. –
poprosiłam.
-Dobrze,
ale jedziemy do mnie. Bierz kurtkę i idziemy.
-Nie,
zawieź mnie do mnie. – poprosiłam jeszcze raz.
-Lori, od
tego klubu do mnie do domu mamy 5 minut, a do Ciebie jakieś 30. Jurto rano Cię
zawiozę. A poza tym ja nie mogę prowadzić, bo piłem. Przejdziemy się pieszo.
Zgodziłam,
się, bo nie miałam innego wyjścia. Jak by co szybkie wybieranie do Omi jest.
Będzie dobrze.
Pożegnałam
się z nowo poznanymi ludźmi i opuściliśmy lokal.
Na
zewnątrz było naprawdę zimno, zapięłam kurtkę, Hazz widząc, że praktycznie
trzęsę się z zimna opiekuńczo objął mnie ramieniem. W drodze do jego domu
rozmawialiśmy o wszystkim, ale tak normalnie. Może nie był jeszcze jakoś super
miły, ale postęp był.
Po nie za
długim spacerze byliśmy na miejscu. Mieszkał na osiedlu gdzie bloki były dwa
razy większe niż u mnie. Odkluczył drzwi na klatkę schodową i zaczęliśmy
wspinać się po schodach na trzecie piętro.
Stanęłam
przed ciemno drewnianymi drzwiami. Chłopak wyjął z kurtki pęk kluczy,
poszukawszy tego odpowiedniego otworzył drewnianą powłokę. Przepuścił mnie w
drzwiach, na pierwszy rzut oka mieszkanie urządzone bardzo nowocześnie - kolory
podobne do tych w firmie. Pomógł zdjąć mi kurtkę, zrzuciłam buty i ustawiłam je
obok szafki.
-Zapraszam.
– rzekł z uśmiechem.
Weszliśmy
w głąb mieszkania, o ile można było to tak nazwać, to był ogromny apartament.
-Mieszkasz
tu sam? – zapytałam zdziwiona po co mu tyle miejsca.
-Nie,
mieszkam z tatą, ale nie ma go do końca weekendu, a więc chata moja. – powiedział
szczerząc się do mnie - odwzajemniłam uśmiech.
Mieszkanie
było wręcz onieśmielające. Stałam na środku korytarza i sama nie wiedziałam, co
mam ze sobą zrobić. Harry poszedł chyba do kuchni, a mnie tu zostawił.
-Lori, a
ty zamierzasz tak całą noc tutaj stać? – zadał pytanie wyglądając zza framugi drzwi
kuchennych.






