poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział IV

Rozdział IV

Po krótkim wywiadzie środowiskowym przeprowadzonym przez Naomi, stwierdziła, że spokojnie mogę iść, że prawdopodobnie nic mi się nie stanie.
-Ale wiesz jedna rzecz mnie zastanawia … - zaczęła.
-Chodzi Ci o zbieżności nazwisk –naszego Stylesa i tego od tej firmy? – zapytałam prawie pewna, że chodzi właśnie o to.
-Ty mnie znasz lepiej niż moja własna matka. – uśmiechnęła się i przytuliła mnie. – Zresztą skoro to będzie jego ojciec, wujek, dziadek czy ktokolwiek, to zawsze się możesz zapytać.
-Racja, przekonamy się dzisiaj. Chodź idziemy jeszcze jakaś godzina lekcji i koniec. – powiedziałam otwierając drzwi od skrytki. – Omi, a w co ja się ubiorę na to spotkanie?
-Spokojnie przyjdę do Ciebie i coś sensownego, a za razem seksownego wybierzemy. – puściła mi oczko.
Było już sporo po dzwonku, z hukiem wpadałyśmy do klasy pani Tompshon spojrzała na nas znad okularów, uniosła brwi i nic nie powiedział. Szybko usiadłyśmy w ławce i tak z nie za dobrym początkiem rozpoczęła się lekcja angielskiego.

                                                                                  ***

-Masz coś do jedzenia? – zapytała przyjaciółka wyglądając zza otwartej lodówki.
-No przecież stoisz przed lodówką, weź coś sobie. – odrzekłam popijając sok pomarańczowy.
Z jedzeniem poszłyśmy do mojego pokoju. Naomi usiadłam na łóżku, właściwie położył się i czekała na mój ruch.
-No to może, ja będę zakładać konkretne zestawy, a ty powiesz czy tak będę mogła iść?
-Dawaj mała, a ja w tym czasie przejrzę Twittera. A tak swoją drogą przez całą ostatnią lekcje Harry patrzył się na Ciebie. – rzuciła sięgając po telefon do torebki.

Przymierzyłam kilkanaście stroi i żaden nie pasował. Albo coś nie tak było za spodniami, albo z bluzką. W ostateczności stwierdziła, że to 
będzie najodpowiedniejsze. Poprawiła mi makijaż i mogłyśmy wychodzić. Omi poszła na swój przystanek, a ja na swój.

-Powodzenia, jestem z Tobą! – krzyknęła na pożegnanie przyjaciółka.
-Dzięki! – odwróciłam się i pomachałam do niej.
Jechała najpierw autobusem, następnie tramwajem, po drodze słuchałam muzyki kurczowo trzymając MP3, żeby przypadkiem znowu gdzieś nie wypadła. Po 30 minutach byłam na miejscu. Przeszłam kilkadziesiąt metrów nierównym chodnikiem i stanęłam na przeciw ogromnego budynku. Miał chyba z 25 pięter, a na samej górze widniał napis – Styles Development. Zabrałam głęboki wdech i weszłam. Wnętrze było w czarnych i białych kolorach, wszystko na wysoki połysk. Na ścianach obrazy, piękne, ogromne sofy oraz białe, wysokie biurko, za którym stała chłodna blondyna.
-Dzień dobry, nazywam się Lori Evans, jestem umówiona na spotkanie, w sprawie pracy z panem Stylesem. – powiedziałm ciepło.
Uniosła głowę znad komputera, zmierzyła mnie wzrokiem i rzekła:
-Spotkanie na godzinę 03.30 PM? – machinalnie pokiwałam głową na „TAK” – proszę udać się do pokoju numer 83.
Podziękowałam i ruszyłam w stronę windy, po drodze pytając jakiegoś faceta gdzie znajduje się owe pomieszczenie.
Stanęłam przed drzwiami – kolejny wdech – zapukałam. Usłyszałam pewne słowa, iż mogę wejść. Zrobiłam to. To, co zobaczyłam przekroczyło moje oczekiwania. Biuro z ogromnymi oknami, szklanym stołem, drewnianym biurkiem i całym mnóstwem innych rzeczy, które były nie do opisania.
-Dzień dobry. – powiedziałam niepewnie.
-Witam. Zapraszam. – rzekł uśmiechnięty mężczyzna w wieku około 45 lat. – Ty pewnie jesteś Lori? – dorzucił wyciągające rękę przed siebie. Uścisnęłam ją i usiadłam na fotelu naprzeciwko niego.
Zaczęliśmy rozmawiać, był naprawdę miłym człowiekiem, wypytywał mnie o różne rzeczy, potem ja się przedstawiłam z jak najlepszej strony. Wyciągnął ze mnie chyba wszystkie informacje, jakie tylko mógł.
Po półgodzinnej konwersacji odparł z uśmiechem:
-Witamy w zespole.
Na te słowa uśmiechnęłam się szeroko i bardzo podziękowałam. Wytłumaczył dokładnie, na czym będzie polegała moja praca oraz uprzedził jak mniej więcej mam przychodzić ubrana – duża firma duże wymagania.
Pożegnałam się i ucieszona jak dziecko wyszłam z pomieszczenia. Czym prędzej wysłałam sms’a Naomi, która z prędkością błyskawiczną odpowiedział.
Już kierowałam się do wyjścia, kiedy usłyszałam za sobą, że koś mnie woła. Byłam lekko zdziwiona, bo jeszcze nikt mnie tu nie znał.
Spojrzałam za siebie, na sofach siedział Harry z jakimś kolegą. Wskazał ruchem ręki, że mam podejść, z wielką niechęcią zrobiłam to.
-No, rzeczywiście niezła. – odezwał się jego otatuowany kompan.
-Ja tu jestem. – przypomniałam. – Co ty tu w ogóle robisz? – zapytałam trochę zdziwiona obecnością Stylesa.
-Jak to, co, przecież to firma mojego ojca. Pracuję tutaj i prawdopodobnie będę Twoim szoferem, kiedy mój ojczulek będzie kazał Ci coś załatwić na mieście. – rzucił obojętnie.
Zaklęłam w duchu, ale nie miałam zamiaru dać poznać po sobie, że coś mi nie pasuje.
-A właśnie to jest Niall. Mój najlepszy przyjaciel. – chłopak skinął głową w moją stronę. Ale, że co Harry miał przyjaciela, to może on jednak umie zachowywać się jak człowiek.
-Bardzo mi miało, ale musze już iść. Do zobaczenia w szkole. – chociaż wcale nie miałam ochoty go widzieć.
-Mała poczekaj. – ja pierdole czego on ode mnie jeszcze chce. Tym razem zawołał mnie Niall. – Musze Ci coś powiedzieć, to zajmie dosłownie trzy minutki. – przewróciłam oczami, ale zgodziłam się.
-Jestem jego najlepszym kumplem i wiem, do czego on jest zdolny. Pamiętasz ostatnią akcję z pobiciem tego kolesia?
-No tak, coś było. – odparłam niecierpliwie.
-To Harry go pobił, dlatego wydalono go z tamtej szkoły. Proszę Cię uważaj na niego. On zawsze taki był, ale jak się go lepiej pozna jest naprawdę zajebisty. Nie namawiam Cię do tego oczywiście. Tylko po prostu wydaje mi się, że trochę Cię przeraża jego zachowanie. Widać po Tobie, że jesteś inna niż cała reszta kobiet, jakie widziałem koło niego. Im nie przeszkadzała ta jego wybuchowość, były z nim tylko, dlatego, bo jest dobry w łóżku. – cały czas słuchałam uważnie, co mówi do mnie chłopak i naprawdę nie mogłam w to uwierzyć. – Więc mała uważaj, ale coś czuję, że on Ci tak łatwo spokoju nie da. I tym razem chyba nie chodzi tylko o jednorazowy numer. Pamiętaj jakby, co to na mnie możesz liczyć. – na tym skończył swoją wypowiedź i podał mi małą karteczkę ze swoim numerem.
Chwila musiała minąć, zanim się ocknęłam. Wyszłam na świeże powietrze, po prostu słowa blondyna nie dotarły do mnie.
Musiałam wracać powoli do domu, postanowiłam klika przystanków przejść pieszo, aby wszystko dokładnie przemyśleć i ułożyć. Szłam wolnym krokiem przez ośnieżony park. W mojej głowie słyszałam ostatnie słowa chłopaka – „I tym razem chyba nie chodzi tylko o jednorazowy numer”- czyli, że co on nie da mi spokoju? Dlaczego to właśnie na mnie musiało trafić, tyle dziewczyn jest w całym mieście, dlaczego akurat ja? – zadawalałam sobie tylko to jedno pytanie.
Nawet się nie spostrzegłam, kiedy zrobiło się ciemno. Resztę drogi przejechałam komunikacją miejską.
Ostatecznie do domu wróciłam o 05.45 PM. Tata czekał jak zwykle z obiadem. Bardzo się ucieszył na wieść, że dostałam ta pracę.
- To powiedz mi, Lori, co ty tam będziesz dokładnie robić?- zapytał wycierając jeden z kilku talerzy.
Bardzo trudno mi było rozmawiać teraz o czymkolwiek, ale jakoś się przemogłam i najnormalniejszym głosem odpowiedziałam:
-Właściwie będę pracować w weekendy i czasami jak będę chciała to w piątek po szkole mogę przyjść. Będę jeździć po mieście albo czasami i za miasto podwozić jakieś papiery. Albo w firmie na miejscu – będę taką prawą ręką pana Nathana.
-A jak będziesz miał gdzieś pojechać to rozumiem, że transport oni załatwiają. – dopytywał.
-Tak, można powiedzieć, że moim szoferem będzie – odchrząknęłam nerwowo – jego syn, Harry.
I w tym momencie, prosiłam Boga, żeby ojciec nie zapytał – „Harry Styles, a to nie jest tan, który pobił tego chłopaka?”. Na szczęście takie słowa nie padły.
-Mówiłaś, że do waszej klasy też, doszedł jakiś nowy.
-Taki dziwny zbieg okoliczności, że to ta sama osoba. – uśmiechnęłam się zamykając szufladę.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę pijąc herbatę, stwierdziliśmy, że fajnie by było zrobić wieczór filmowy. Jak byłam młodsza organizowaliśmy coś takiego co tydzień, po prostu nie mogło obejść się bez filmów z tatą.
Poszłam do salonu przeszukałam półkę z filmami, przygotowałam kanapę, abyśmy mogli wygodnie usiąść oraz wyciągnęłam z szafy gruby, ciepły koc.
Tata zrobił wielki kubek kakao i mogliśmy zaczynać.
Oglądaliśmy śmiejąc się i rozmawiając. Siedziałam oparta głową o jego klatkę, było naprawdę miło. Im później się robiło, tym moje powieki stawały się coraz cięższe, aż w końcu zasnęłam.
Obudziłam się po jakiejś półtorej godzinie, z powodu zimna. Rodzica już obok mnie nie było, powędrowałam do mojego pokoju. Sprawdziłam godzinę, była 01.21 AM. Byłam naprawdę śpiąca, ale poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Nie miałam nawet siły na zmycie makijażu. Po powrocie do ciemnego pokoju czekałam na mnie wiadomość:
-Cześć piękna, mam nadzieję, że Cię nie obudziłem. zabieram cie jt na imprezę, bądź gotowa o 8.30pm. xx PS załóż coś seksownego. 
On nawet się nie zapytał, czy chcę iść, po prostu rozkazał. Coś czuję, że to, co działo się działo tej pory to dopiero początek problemów.
Stałam z urządzeniem jakieś 10 minut i w kółko analizowałam sms’a. Sama nie widziałam, co mam zrobić, przepełniał mnie wewnętrzny nie pokój.
W końcu położyłam się i zasnęłam.
                                                                                  ***

Obudził mnie huk czegoś spadającego na podłogę, natychmiast się poderwałam z łóżka i wybiegłam z pokoju.
-Jery, przepraszam córeczko, że Cię obudziłem, niezdara ze mnie. Miska na podłogę mi spadła to, dlatego taki huk. – powiedział zły na siebie ojciec.
-Nic się nie stało, która jest w ogóle godzina? – zapytałam zdezorientowana.
-Jest 5.55 AM. Idź się jeszcze położyć. Ja za chwilę wychodzę.
-Tato mogę dzisiaj nie iść do szkoły? Strasznie kiepsko się czuję, brzuch i głowa mnie boli i jakoś tak mi nie dobrze. – powiedziałm masując brzuch. Ciekawe, dlaczego tak się czułam? Hmm… Może, dlatego, że byłam przerażona wizją dzisiejszego wieczoru?
-No, dobrze, ale co by Ci mogło być? – zapytałam zatroskany.
-Nie mam zielonego pojęcia. A o której dzisiaj wracasz?
-Prawdopodobnie będę około 06.00. PM. – wybacz, ale już musze lecieć. – rzucił i pocałował mnie w czoło.
Podreptałam do pokoju i z powrotem się położyłam, próbowałam zasnąć, ale nic z tego. Przykryłam się dodatkową kołdrą, ale to i tak nic nie dało. Było mi zimno, wszystko mnie bolało i kilka razy byłam wymiotować i tak przez całe przedpołudnie. Jeszcze nigdy mój organizm tak źle nie znosił stresu.
Dzisiaj kończylibyśmy o 12.10PM. Byłam przekonana, że po szkole wpadnie do mnie Naomi, zapytać, dlaczego mnie nie było. Około jedenastej, wstałam i zjadłam chleb z masłem. To był błąd, bo od razu go zwróciłam. Odliczałam minuty, kiedy przyjdzie Omi i mnie przytuli. W końcu zadzwonił dzwonek do drzwi. Sprawdziłam przez wizjer, czy to na pewno ona. Otworzyła drzwi i jej pierwszą reakcja zdziwiła mnie.
-Matko, co Ci jest. Potargane włosy, w szlafroku, blada i wory pod oczami, czy ty w ogóle dzisiaj spałaś? – zapytała zdziwiona, a za razem zmartwiona.
-Tak spałam, ale bardzo kiepsko się czuję. Chodź do pokoju.
Kazałam jej sprawdzić mój telefon, dokładniej wiadomość od Harrego.  Wybałuszyła oczy, spojrzała na mnie i jeszcze raz na urządzenie.
-Nie zgodziłaś się prawda?
-Nic mu nie odpisałam, a jak Ci opowiem, co mówił mi o nim jego kolega to naprawdę nie uwierzysz.
Wszystko dokładnie ze szczegółami zrelacjonowałam, a Naomi zadawała pytania. Czułam się jak na policji, kto wie czy się tam niedługo nie znajdę.
Kolejną rzeczą było dokładne przemyślenie, czy powinnam iść czy nie. Ona upierała się, żebym została, a ja sama nie wiedziałam, co począć.
Z jednej strony, on wie gdzie mieszkam, niby nic mi nie zrobił oprócz tego macania na chemii i sms’ów. Dobra, chyba jednak to są wystarczające powody, żeby nie iść. Chociaż coś mnie do niego ciągnęło, ten jego uśmiech, oczy, głos. Chciałam go po prostu zobaczyć, rzeczywiście, było w nim coś takiego pociągającego.
Zanim się obejrzałyśmy zrobiła się 05.45 i Omi musiała iść do domu. Zdecydowałyśmy, że jednak pójdę z nim, ale jakby, co ta mam ustawić jej numer na szybkie wybieranie i dzwonić. W tym momencie, kiedy ona wychodziła przyszedł tata. Kiedy przyjaciółka u mnie była zrobiłyśmy coś do jedzenia, więc ojciec przyszedł na gotowe – przygotowałyśmy sałatkę z kurczaka.
Podczas posiłku zapytałam czy mogę iść na imprezę.
-Kochanie, tyle razy Ci mówiłem, że nie musisz mi się pytać, wystarczy, że mnie po informujesz. – posłałam mu uśmiech i poszłam do pokoju wybrać jakieś ciuchy.
 
Padło na to: 
I czy Harry tego chciał czy nie musiało mu to wystarczyć.

Posiedziałam jeszcze trochę na Twitterze i zaczęłam się szykować. Nagle usłyszałam jak tata woła:
-Lori pospiesz się, Harry już czeka. – czy on nie mógł poczekać w samochodzie?
Zrobiłam szybko włosy, chwyciłam torebkę i byłam gotowa. Poszłam do kuchni, a panowie siedzieli przy stole zajęci rozmową i śmiechami. On po prostu mógłby być aktorem, żeby tak dobrze udawać miłego to naprawdę trzeba mieć talent.
Odchrząknęłam by w końcu zwrócili na mnie uwagę. Oczy skierowały się na mnie.
-No powiem Ci córeczko, że wyglądasz ślicznie. – zaczął tata.
-Zgadzam się panie Evans. – spojrzał na ojca.
-Harry, daj spokój mów mi Josh. – nie no tego to bym się nie spodziewała.
Tata był przyzwyczajony do widoku chłopaków u nas w domu, bo oprócz Naomi to nie miałam zbytnio koleżanek, raczej moimi przyjaciółmi była płeć męska, jakoś nigdy, ani tacie, ani mi to nie przeszkadzało.
Pożegnałam się z rodzicem i opuściliśmy mieszkanie. Zeszliśmy na dół schodami, opuściliśmy blok i ruszyliśmy w stronę samochodu. Hazz szedł bardzo blisko mnie, poczułam jego rękę na talii. Otworzył mi drzwi pasażera, zapięłam pasy bezpieczeństwa, on również wsiadł. Zanim odpalił silnik poprosiłam o jedno:
-Harry mógłbyś tym razem jechać normalnie? I właściwie gdzie jest ta impreza?
-Dobrze piękną. A gdzie jest, to zobaczysz – powiedział i ruszyliśmy.
Panowała trochę krepująca cisza, zaczęłam bawić się strzemiączkiem od torebki, nie wiedziałam czy mam się odezwać czy siedzieć cicho.
-To prawda, że ty pobiłeś tego chłopaka, tak mocno, że znalazł się w szpitalu? – mistrz głupich pytań? Lori. Popatrzyłam na niego przez chwilę, ale widząc, że chyba nie chce o tym rozmawiać odwróciłam głowę zerkając za okno.
-Tak ja to zrobiłem. – ale naprawdę tego nie chciałem – znasz uczucie, kiedy naprawdę się w kimś się zakochałaś, a jakiś dupek, specjalnie zaciąga Ci dziewczynę do łóżka? – zapytał zerkając na mnie.
-Nie, nigdy nic takiego mi się nie zdarzyło. – odpowiedziałm zgodnie z prawdą.
-A mi właśnie tak. Byłem tak wkurwiony, że nie panowałem nad sobą i zrobiłem to. Dobrze, że mnie powstrzymali, bo ta moja „wielka miłości” skończyłaby tak samo. – rzucił zaciskając ręce na kierownicy.
-Naprawdę Ci współczuję, to musiało być okropne.- powiedziałam jakiś beznadziejny, niby pocieszający tekst.
- Nie potrzebuję współczucia, ale przyrzekłem sobie, że, kiedy kolejny raz zakocham się będę chronić JĄ przed wszystkim.

Przez resztę drogi nie odezwaliśmy się do siebie ani razu. Zajechaliśmy pod jakiś klub. Harry zaparkował, otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Obowiązkowo objął mnie ramieniem. Dostaliśmy się do zatłoczonej sali bez kolejki. Wydaje mi się, że Hazz był częstym bywalcem takich miejsc, bo ochroniarz jakby dobrze go znał. Przeszliśmy przez tłum bawiących się ludzi. Podeszliśmy do kanapy, na której siedziało dwóch chłopaków i jedna dziewczyna. Poznałam ich, Harry zniknął mi z oczu, więc przyłączyłam się do Vicky. Zamówiłyśmy drinki, trochę porozmawiałyśmy, a następnie poszłyśmy na parkiet. Od razu wyłapałyśmy sobie partnerów do tańca.
Bawiłam się całkiem nieźle, dopóki mój towarzysz, z którym tańczyłam nie zaczął sięgać swoimi spoconymi łapami do mojego tyłka. Odepchnęłam go, ale to nic nie dało, był wyższy i silniejszy i do tego pod wpływem alkoholu.
-Mała daj spokój, zabawimy się. – powiedział.
-Nie będę się z Tobą bawić. Zostaw mnie! – krzyknęłam.
I właśnie wtedy odrażający mężczyzna zaczął się wycofywać, zdziwiłam się, że niby te słowa podziałały?
Odczułam duże ręce na moich biodrach, obejrzałam się za siebie i uniosłam głowę – Harry.
-Zatańcz ze mną. – wyszeptał mi do ucha.
Jego głos wywołał ciarki na plecach, przymknęłam oczy, bo to, w jaki sposób do mnie mówił było naprawdę przyjemne. Przenieśliśmy się w ciemniejszy kąt sali i kołysaliśmy się w rytm muzyki. Cały czas stałam do niego plecami, nie pozwolił mi bym, chociaż trochę się od niego odsunęła.
Pocałował moją szyję -  był delikatny, nigdy nikt w ten sposób mnie nie całował. Odchyliłam szyję, aby dać mu większy dostęp. Sama nie wiedziałam, co robię, chyba impuls chwili. Obdarował mnie kolejnym mokrym całusem, dmuchnął na pocałowana miejsce zimne powietrze. Moje serce zabiło szybciej, chciałam się odwrócić, żeby być do niego przodem. Robiąc, co otarłam przypadkiem o jego kroczę. Jęknął cicho, najwyraźniej podobało mu się, ale nie zamierzałam tego powtarzać. Przetańczyliśmy chyba pięć piosenek, wcale nie miałam ochoty się od niego odrywać.

Zrobiliśmy sobie mała przerwę, podeszliśmy do baru i usiedliśmy na wysokich krzesłach. Harry zamówił jakieś drinki, nawet nie wiem, kiedy zrobiła się 11.38PM.
-Harry! – rzuciłam głośniej, aby przekrzyczeć dudniąca muzykę.
-Tak?! O co chodzi?
-Możesz odwieźć mnie już do domu, jutro zaczynam pracę, a nie chciałabym się spóźnić. – poprosiłam.
-Dobrze, ale jedziemy do mnie. Bierz kurtkę i idziemy.
-Nie, zawieź mnie do mnie. – poprosiłam jeszcze raz.
-Lori, od tego klubu do mnie do domu mamy 5 minut, a do Ciebie jakieś 30. Jurto rano Cię zawiozę. A poza tym ja nie mogę prowadzić, bo piłem. Przejdziemy się pieszo.
Zgodziłam, się, bo nie miałam innego wyjścia. Jak by co szybkie wybieranie do Omi jest. Będzie dobrze.
Pożegnałam się z nowo poznanymi ludźmi i opuściliśmy lokal.
Na zewnątrz było naprawdę zimno, zapięłam kurtkę, Hazz widząc, że praktycznie trzęsę się z zimna opiekuńczo objął mnie ramieniem. W drodze do jego domu rozmawialiśmy o wszystkim, ale tak normalnie. Może nie był jeszcze jakoś super miły, ale postęp był.
Po nie za długim spacerze byliśmy na miejscu. Mieszkał na osiedlu gdzie bloki były dwa razy większe niż u mnie. Odkluczył drzwi na klatkę schodową i zaczęliśmy wspinać się po schodach na trzecie piętro.
Stanęłam przed ciemno drewnianymi drzwiami. Chłopak wyjął z kurtki pęk kluczy, poszukawszy tego odpowiedniego otworzył drewnianą powłokę. Przepuścił mnie w drzwiach, na pierwszy rzut oka mieszkanie urządzone bardzo nowocześnie - kolory podobne do tych w firmie. Pomógł zdjąć mi kurtkę, zrzuciłam buty i ustawiłam je obok szafki.
-Zapraszam. – rzekł z uśmiechem.
Weszliśmy w głąb mieszkania, o ile można było to tak nazwać, to był ogromny apartament.
-Mieszkasz tu sam? – zapytałam zdziwiona po co mu tyle miejsca.
-Nie, mieszkam z tatą, ale nie ma go do końca weekendu, a więc chata moja. – powiedział szczerząc się do mnie - odwzajemniłam uśmiech.
Mieszkanie było wręcz onieśmielające. Stałam na środku korytarza i sama nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Harry poszedł chyba do kuchni, a mnie tu zostawił.
-Lori, a ty zamierzasz tak całą noc tutaj stać? – zadał pytanie wyglądając zza framugi drzwi kuchennych.




 

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział III

Rozdział III

Obudził mnie dźwięk tego wstrętnego budzika. To znaczy, samam melodia, jaka z niego wypływała nie była taka zła, tylko wizja tego, że trzeba wstać i iść do szkoły. I właśnie, dlatego czasami miałam ochotę rzucić nim o ścianę, od tego powstrzymywał mnie jedynie fakt, iż był to również mój telefon. Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy, aby przyzwyczaić się do światła, jakie wpadało przez okno. Budzik cały czas brzęczał, przewróciłam się na drugi bok, wyciągnęłam rękę i wyłączyłam wstrętne urządzenie. Podniosłam się na łokciach i rozejrzałam się dookoła. Na podłodze leżały wyrzucone od wczoraj rzeczy i właśnie to przypomniało mi o wszystkim – spotkanie jego przed szkołą, to jak podwiózł mnie do domu i sms’y. Od razu humor mi się zepsuł, a zapowiadał się całkiem niezły dzień. Wstałam, podreptałam do łazienki, tam wykonałam kolejne czynności i z powrotem wróciłam do pokoju, aby się ubrać i spakować.
Nie wiem, czemu, ale zanim całkowicie rozebrałam się z piżamy po prostu musiałam iść sprawdzić czy drzwi wejściowe na pewno są zakluczone. Wiedziałam, że taty dawno już nie było i że na pewno zamknął je na klucz, ale nie wiem, czemu jakoś tak mnie natknęło, żeby to zrobić.
Sprintem pobiegłam do wejścia, nadusiłam klamkę – i mogłam wrócić do zastanawiania się, w co by się ubrać.
Stanęłam przed nie za dużą szafą i wybrałam ciemne jeansy oraz ciepły sweter. Ze szkatułki, którą dostałam od Naomi wyjęłam kolczyki oraz naszyjnik stanęłam przed lustrem i powiedziałam do siebie:
-Chyba może być, a z resztą, co za różnica, to tylko szkoła, a nie wybieg dla modelek. – wzruszyłam ramionami, z biurka zabrałam zeszyty, które następnie wrzuciłam do torby.
Ruszyłam w stronę kuchni, po drodze, wstępując do łazienki, aby ogarnać włosy i zrobić delikatny make-up.
Rozczesałam długie, czarne włosy, nie miałam zbytnio czasu, aby robić jakąkolwiek fryzurę, więc zostawiłam je rozpuszczone, pomalowałam rzęsy oraz zrobiłam jeszcze kilka innych rzeczy, do których namawia mnie Omi, żeby ‘’wyglądać lepiej’’.
Weszłam do kuchni, na blacie stał talerz z kanapkami, a przy nim mała krateczka: „Hej kochanie, zrobiłem Ci śniadanie, dzisiaj muszę zostać trochę dłużej w pracy, na lodówce wisi wizytówka do tej firmy. Jeśli chcesz zadzwoń i powołaj się na mnie. Do zobaczenia, kocham Cię tata. PS jeśli będziesz miała to spotkanie dzisiaj trzymam mocno kciuki.
Po przeczytaniu wiadomości kąciki moich ust same się uniosły. Zabrałam jedną kanapkę, dałam gryza, przy czym wstawiłam wodę na herbatę. Kiedy owa grzała się w czajniku zerknęłam na lodówkę, aby poszukać wizytówkę. Trochę to zajęło, ponieważ zawsze było na niej pełno karteczek, magnesów i tym podobnych. W końcu mój wzrok znalazł małą szarą, prostokątną karteczkę.
Pochwyciłam ją, zabrałam telefon i wykręciłam numer. W słuchawce usłyszałam sygnał. W czasie, kiedy czekałam, aż ktoś z łaski swojej dobierze przekręcałam wizytówkę pomiędzy palcami. W rogu papierowego prostokąta ujrzałam nazwisko Styles. Dokładniej Nathan Styles.
-Nie, to przecież nie …
-Dzień dobry! Tutaj biuro firmy Nathana Stylesa. W czym mogę pomóc? – z telefonu wydobył się damski głoss.
-Emm… Dzień dobry. Z tej strony Lori Evans, dzownię powołując się na Josh’a Evans’a. Dokładniej chodzi mi o spotkanie w sprawie pracy w biurze pana Stylesa.
-Rozumiem, jeszcze raz proszę nazwisko. – odparła.
-Evans. – powiedziałam pewnie.
-Proszę chwilę poczekać. – na linii nastała głucha cisza.  – proszę mi powiedzieć Josh Evans to pani ojciec? – odezwała się ponownie.
-Tak, dokładnie. Może przyda się informacja, że jest mechanikiem samochodowym? – dorzuciłam.
-Dobrze w takim razie, kiedy chce się pani umówić na spotkanie z panem Nathan’em? Wolne terminy ma dzisiaj o 3.30 PM oraz za tydzień, w poniedziałek o 5.00 PM – zapytała jakby już zmęczona nasza rozmową.
Przemyślałam – im szybciej zacznę tym lepiej.
-Myślę, że dzień dzisiejszy jest idealny. – powiedziałam oraz uśmiechnęłam się.
-W takim razie zapraszamy dzisiaj. Do widzenia.
Nawet nie zdążyłam się pożegnać, bo już się rozłączyła – cóż. Włożyłam wizytówkę do portfela, sprawdziłam godzinę. Było już późno, nawet bardzo. W pośpiechu założyłam buty, za kluczyłam mieszkanie i ruszyłam do szkoły.
Przez większą część drogi myślałam tylko o tym, że będę musiała znowu stanąć naprzeciwko niego, kolejna konfrontacja z jego osobą. Im bliżej celu byłam, tym serce biło mi mocniej i szybciej, właściwie sama nie wiem, dlaczego mój organizm tak się zachowywał. Aby się trochę od stresować zaczęłam strzykać palcami, niby nic, a zawsze pomagało.
Nagle poczułam w kieszeni wibrujący telefon, przystanęłam i wyjęłam urządzenie:
-Nie będzie mnie dzisiaj na pierwszej lekcji <3

-Serio -.- w takim razie dowiesz się później co się wczoraj wydarzyło :*


Odpisałam, szybkim krokiem przeszłam jeszcze sporty kawałek drogi i byłam na parkingu szkolnym. Rozejrzałam się dookoła, skupiłam się na czarnym samochodzie, który właśnie parkował na jednym z wielu miejsc. Kiedy auto stanęło na dobre dopiero uderzyło mnie, że prawdopodobnie to pojazd Harry’ego – nie myliłam się. Po dwóch sekundach ujrzałam Stylesa. Był ubrany w czarną skórzaną kurtkę i jeansy.
Pewna, że to na sto procent jego osoba powoli podeszłam. Widząc zbliżającą się mnie uśmiechną się i poprawił fryzurę – przewróciłam tylko oczami.
-Dzień dobry, Lori. – rzekł jak zwykle ochrypłym, ale mniej chłodnym głosem. I nawet trochę się uśmiechnął, co mnie bardzo zdziwiło.
-Cześć Harry. Możesz mi oddać tą MP3? – zapytałam zaplatając ręce na piersiach.
-Oddam, oddam. Ale tak następnym razem uważaj, co gdzie zostawiasz, bo trafisz na kogoś innego i już jej więcej nie odzyskasz. – był miły? – Ciesz się, że miałaś przyjemność siedzieć i jechać w moim prywatnym samochodzie, nie każda miała taką szanse. – nie, jednak nie. Pomyłka cały czas tak samo zimny i wredny.
- Widzę, że mam niezłe przywileje. Tylko szkoda, że wczoraj mógłbyś nas prawie zabić. – odgryzłam się.
- Piękna, nie takie rzeczy się robiło na drogach, jestem doświadczonym kierowcą.
- Nie nazywaj mnie tak. I oddawaj tą cholerną MP3! – powiedziałam podniesionym i zirytowanym tonem.
-Spokojnie. Trzymaj. – rzucił i podał mi odtwarzacz.
-Dziękuję. – odpowiedziałam w miarę grzecznie. Odwróciłam się na pięcie i podążyłam w stronę wejścia.
Zaszłam pod salę nr 64, położyłam torbę na podłodze i zaczęłam ściągać kurtkę – uwiesiłam ją na wieszaku, poprawiłam sweter i usiadłam na ławce.
Długo nie trwało lekcja się rozpoczęła. Zasiadłam na moje miejsce, schyliłam się, aby wyjąć potrzebne zeszyty, a kiedy już się wyprostowałam siedział obok mnie Harry.
-Mam nadzieję, że to miejsce było wolne?
Nie odpowiedziałam nic, tylko skupiłam się na słowach faceta od chemii.
-Przeczytajcie temat w podręczniku, ze stron 80 – 86, a następnie zróbcie zadania od 14 – 21. – powiedział z uśmiechem jak by to miało być miłe zajęcie.
-Aha, zadania robicie w parach na koniec lekcji was ocenię. – dorzucił i zasiadł przy biurku.
I dlaczego właśnie teraz On musi siedzieć obok mnie, albo nie inaczej, dlaczego właśnie dzisiaj On zadał nam pracę w parach.
-Chyba będziesz musiała odzywać się do mnie trochę częściej, niż byś tego chciała.
-Czytaj podręcznik, bo ja za Ciebie tego robić nie będę. – powiedziałam i zabrałam się za czytanie.
Po jakiś 20 minutach robienia jakiś beznadziejnych ćwiczeń pan Styles stwierdził, że ja mam mu wytłumaczyć, o co chodzi, bo on kompletnie nic rozumie. Po raz kolejny wywróciłam oczami, ale zgodziłam się.
Mniej więcej mówiłam, na czym to wszystko polega, chyba mnie słuchał, ale co kilka sekund słyszałam drapanie nóg krzesła o podłogę. Byłam święcie przekonana, że przysuwa się do mnie, jak zwykle się nie myliłam.
Skończyłam przed nim, udając nauczycielkę, uniosłam głowę.
-Rozumiesz teraz?- nasze twarze były dwa centymetry od siebie. Odwróciłam głowę lekko się przy tym rumieniąc.
- Mmm… Wszystko już rozumiem… - i właśnie w tym momencie poczułam jego rękę na moim udzie.
Poderwałam się do góry z taką werwą, że wszystkie oczy skierowały się na mnie, a Harry usiadł prosto jak by się nic nie stało.
-O, co chodzi Lori? – zapytał nauczyciel.
-Eghm… To znaczy … Mogę iść do toalety? – wymyślałam na poczekaniu cokolwiek, aby odsunąć się do niego.
-Nie, za 5 minut kończy się lekcja.
Usiadłam powrotem zrezygnowana.
-Nie podobało Ci się? Jeszcze nigdy nie spotkałem dziewczyny, która by tak zareagowała. – powiedział jak by zdziwiony moim zachowaniem.
-Widzisz, to masz okazje spotkać. Ja nie jestem taka łatwa jak tamte. – wskazałam ruchem głowy na Ashley i Emmę.
Nic zdążył nic odpowiedzieć, bo lekcja się skończyła. Czym prędzej wyszłam z sali i ruszyłam pod kolejną mając nadzieję, że tam spotkam Naomi.
Przywitałam się z nią, od razu zasypała mnie milionem pytań.
-Wszystko dokładnie Ci opowiem w przerwie na lunch.
Zgodziła się, bo nie lubiła opowieści przerywanych. Jak się zaczęło trzeba było skończyć. A ta historia na pewno zajmie więcej niż jedną przerwę.

                                                                                  ***
Minęły kolejne lekcje i tak do trwaliśmy do 01.25 PM. Szybko poszłyśmy na stołówkę zwinąć jakieś jabłko, a następnie udałyśmy się w jedyne ciche miejsce, czyli skrytkę na miotły. Tam zawsze gadałyśmy jak był jakiś poważny temat. Rozsiadłyśmy się na małych krzesełkach i zaczęłam opowiadać:
-Wczoraj jak już pojechałaś, jakieś 20 metrów od szkoły spotkałam Harry’ego. Praktycznie zmusił mnie żeby mnie podwieźć. Zgodziłam się – zaserwował mi przejażdżkę 190 km/h w terenie zabudowanym. W nocy oto takie sms’y. – tu wyjęłam telefon i wszystko jej pokazałam. – Dzisiaj rano oddał mi tą MP3, wydawałoby się, że jest całkiem miały, ale jednak kolejny błąd. A na chemii chciał mnie obmacywać po udzie. I był wielce zdziwiony, dlaczego mi się to nie podobało. Nadal myślisz, że jest taki sexowny i idealny? – powiedziałm na jednym oddechu.
Jej twarz pobladła, a oczy wybałuszyła do granic możliwości.
-I to walce nie jest żart prawda? – upewniła się.
-Gdyby był to żart nie mówiłabym Ci o tym.
-Powiedziałaś tacie? – zapytała.
-Nie, ty jesteś pierwszą osobą. A z resztą znasz go. Gdyby dowiedział się, czasami mógłby pobić Harry’ego. Wiesz jakby coś się stało jego małej córeczce nie wybaczyłby sobie tego do końca życia.
- No, w sumie  masz rację. Nic mu lepiej nie mów – na razie.
-A i jeszcze dzisiaj mam spotkanie w sprawie pracy. – dorzuciałam przeżuwając jabłko.
-Gdzie? O której? I co miałabyś robić? – Omi jak zwykle zatroskana, prawie jak matka, której nigdy nie miałam.






wtorek, 10 grudnia 2013

Jestem lekko zawiedziona, tyle wyświetleń, a 0 komentarzy. No cóż rozdziału nikt chyba nie chce :(

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział II

Rozdział II

Opuściłam stołówkę praktycznie sama, bo Naomi poszła coś tam jeszcze do dyrektora załatwić -  i nie nic nie zrobiła. Po jej wyglądzie można by się było spodziewać jakiejś akcji, ale ona to nie z tych. Po prostu ma z nim dobre relacje. Wcale nie chodzi o te relacje, o jakich można by było pomyśleć. Ona jest bardzo otwarta na ludzi, szybko nawiązuje kontakt i tak jakoś wychodzi, że wszystkich zna.
Więc udałam się na kolejne lekcje, które trwały aż do 4.00 P.M. Czas na ostatniej dłużył się niemiłosiernie – w końcu zadzwonił upragniony dzwonek. Ruszyłam do wyjścia po drodze zgarnęłam kurtkę z wieszaka i czekałam na jak zwykle spóźnioną Naomi. Wyjęłam z tylnej kieszeni spodni mojego Iphona, sprawdziłam godzinę oraz Twittera. Po jakiś 10 minutach przyjaciółka w końcu wyszła z budynku.
-Gdzie ty byłaś? – zapytałam trochę zdenerwowana.
-Człowieku … Znasz mnie dobre 12 lat i jeszcze nie wiesz, że kiedy opuszczam jakieś miejsce musze pożegnać się ze wszystkimi.
-Ale człowieku zobaczysz ich jutro! Wiesz jak mi jest zimno!
-Jeszcze chudsza musisz być. – powiedziała z lekkim sarkazmem w głosie -  A tym czasem muszę lecieć, bo umówiłam się z mamą na zakupy i właśnie przyjechała.
Przytuliłam ją mocno i rzuciłam ‘’cześć’’, kiedy wsiadała już do samochodu. Poprawiłam szalik i zaczęłam maszerować w stronę domu. Nagle w moje oczy zaświeciło ostre samochodowe światło. Uniosłam rękę, aby zasłonić oczy, przez szparę, jaka mi została zobaczyłam, że z auta wysiada mężczyzna. Trochę się przestraszyłam, więc postanowiłam nie zwracać na niego uwagi, co było bardzo trudne. Przyspieszyłam kroku, niestety owy osobnik był szybszy i mocno złapał mój nadgarstek. Zrobił to z taką siłą, że okręciłam się w jego stronę i musiałam oprzeć się o jego tors, aby się nie przewrócić. Teraz to byłam już przerażona – nie wiedziałam, co mam zrobić – krzyczeć, uciekać, czy po prostu się nie ruszać.
-Cześć Lori. – odezwał się znajomy mi głos – Harry.
-Czego chcesz? – zapytałam, starałam się udać, że nie jestem przestraszona, ale nie wiem czy mi to wyszło.
-Podwieźć Cię do domu? – oj nie, nie znam chłopaka, do domu mam blisko nigdzie nie będę z nim jeździć.
-Nie, dam radę. Możesz mnie puścić. – praktycznie błagałam, bo moje nadgarstki nie wytrzymywały bólu. Po tych słowach jeszcze mocniej zacieśnił uścisk.
-Nalegam, to żaden problem. – mówił dalej chłodno.
-Nie. Nie jestem małą dziewczynką. – sprzeciwiałam się jak tylko mogłam.
-Wsiadaj. – zażądał.
Pociągnął mnie w stronę drzwi pasażera, otworzył je – byłam zmuszona wsiąść. Rzuciłam moja torbę na wycieraczkę i zaczęłam pocierać bolące ręce. Po chwil Harry usiadł na swoim miejscu, odpalił silnik i ruszył.
-Gdzie mieszkasz? – jego głos był tak samo straszny jak on sam – ochrypnięty i wwiercający się w ucho. Podałam adres i czekała, tylko na to, aby się stąd wydostać. Panowała głucha cisza.
Po co chciał mnie odwozić skoro nawet się do mnie nie odezwał? Stanęliśmy na światłach, postanowiłam zadać pytanie:
-Możesz mi wyjaśnić, o co Ci chodzi? Zmusiłeś mnie żebym wsiadła do tego pieprzonego samochodu, nie odezwałeś się do mnie ani słowem jak już coś powiesz to tak jak byś chciał mnie zabić. – Lori, co ty robisz? Pojebało Cię? On w każdej chwili może się wkurzyć i coś ci zrobić.
Nic nie powiedział, spojrzał na mnie przerzucił biegi i ruszył po jakiś 2 sekundach prędkość, jaką jechaliśmy wynosiła 190 kilometrów na godzinę. Całe życie przeleciało mi przed oczami, nawet nie wiem, kiedy znaleźliśmy się pod moim domem. Oddychałam głęboko, moja klatka piersiowa unosiła się ciężko i szybko. Złapałam oddech, chwyciłam za klamkę, popchnęłam drzwi i w pośpiechu zabrałam torbę.
-Gdzie się tak śpieszysz? Nie mów, że nie było fajnie? – rzekł z cwaniackim uśmiechem.
-Nie, nie było fajnie. – odpowiedziałam drżącym głosem.
-Do zobaczenia jutro, Lori. – nic nie powiedziałam tylko trzasnęłam drzwiami i przeszłam na drugą stronę ulicy. Podbiegłam do drzwi, jeszcze raz spojrzałam się za siebie, już go nie było – może i dobrze. Otworzyłam drewnianą powłokę i wdrapałam się na czwarte piętro. Od kluczyłam drzwi, w progu usłyszałam ciepłe przywitanie taty:
-Hey kochanie! Chodź szybko obiad czeka.
Rzuciłam klucze na szafkę, zdjęłam buty i skierowałam się do kuchni.
-Cześć Tato. – stanęłam obok niego i mocno przytuliłam. Jego zapach i dotyk momentalnie mnie uspokoiły, chociaż na chwilę zapomniałam, co się przed chwilą stało.

Tak bardzo kochałam mojego tatę. Robił dla mnie naprawdę dużo, pracował jako mechanik w pobliskim warsztacie samochodowym. Bardzo się starał, żeby nigdy mi nic nie brakowało, czasami pracował po 13 godzin. Dlatego rzadko go widziałam, więc jak już był w domu spędzałam z nim tyle czasu ile tylko mogłam. Chciałam mu jakoś pomóc żeby było mu lżej, iść do pracy po południowej czy coś. Ale on zawsze mówił: ‘’Kochanie o pracę się nie martw, ty masz się tylko uczyć, żebyś w życiu miała lepiej’’.
Co mogłam go zrobić, nie sprzeczałam się bo i tak i tak bym nic nie wskórała. Może gdyby mama – o ile można ja tak nazwać – była z nami, też było by inaczej? Nie wiem. Zostawiła nas, kiedy miałam 8 lat. Pracowała jako stewardessa prawie wcale jej nie było. Poznała jakiegoś faceta i została z nim. Nie wiem, kim był ten człowiek, nie wiemy czy z nim jest, a nawet czy żyje. Od tamtego czasu nie widziałam jej ani razu. Napisała tylko jeden list wyjaśniający wszystko. Nie mam zielonego pojęcia jak tata się po tym pozbierał, niestety nikogo sobie nie znalazł. A wydaje mi się, że powinien kogoś mieć.

                                                                       ***
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy konsumować posiłek, który był jak zwykle wyśmienity – co jak co, ale tata był najlepszym kucharzem.
-Córeczko, czy mi się wydaje, czy ty byłaś troszkę przestraszona, kiedy weszłaś do mieszkania? – zapytał zatroskany. Mam tylko nadzieję, że nie widział przez okno tego, co się stało przed blokiem.
-Nie tato, wszystko dobrze tylko zanim weszłam wydawało mi się, ze telefon zgubiłam. Okazało się, że był w kurtce. – rzekłam najbardziej przekonująco jak umiałam.
-Aha, to dobrze. A wiesz, co, dzisiaj mieliśmy w warsztacie klienta, który szukał dziewczyny do pracy. Pomyślałem, o Tobie i wziąłem wizytówkę.
-Ale jeszcze jakiś czas temu mówiłeś, że nie chcesz abym poszła do pracy. Nie żebym się sprzeciwiała oczywiście.
-Wiem, ale  z pracą teraz jest kiepsko, więc może byś mogła pomóc?
-Jeszcze się pytasz? A co dokładnie miałbym robić? – zapytałam zaciekawiona.
-Była byś sekretarką, w dużej firmie. O naukę nie musisz się martwić, bo było by to tylko w weekendy po jakieś osiem godzin.
Nadziałam na widelec ostatni kawałek mięsa i powiedziałam:
-Całkiem interesująca propozycja, ale zastanowię się jeszcze. Dasz mi czas do jutra?
Tata oczywiście się zgodził. Po zjedzonym posiłku posprzątaliśmy wspólnie, następnie udałam się do mojego pokoju. Zapaliłam lampę przy biurku – dawała ona mało światła, więc w reszcie pokoju panował półmrok.
Wyjęłam z torby książki, włączyłam Twittera i zaczęłam męczyć się z zadaniami domowymi. Największy problem miałam z matematyką, ale w końcu i z nią się uporałam. Kiedy skończyłam, była 9.05 P.M. wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Cały czas w głowie siedziało mi dzisiejsze wydarzenie. Napuściłam gorącą wodę do wanny, zanurzyłam się w przyjemniej cieczy i siedziałam  myśląc 20 minut.
W końcu się podniosłam, wytarłam mokre ciało, lekki powiew zimna sprawił, że na mojej rozgrzanej skórze pojawiła się ‘’gęsia skórka’’.
Udałam się do pokoju po drodze żegnając się z tatą. Wiem, ze było jeszcze dostatecznie wcześnie, ale dzisiejszy dzień podwójnie mnie zmęczył. Zabrałam telefon z biurka, ustawiłam budzik i położyłam go na szafce przy łóżku. Ułożyłam się wygodnie w miękkiej pościeli, przymknęłam oczy i już po chwili byłam w objęciach Morfeusza.
                                                                                  ***
Obudził mnie dźwięk brzęczącego urządzenia. Zlokalizowałam telefon i pochwyciłam go w rękę. Sprawdziłam godzinę, bo zdziwił mnie sms w środku nocy. W sumie była 11.09 P.M. więc nie zdziwiłabym się gdyby była to na przykład Naomi. Otworzyłam wiadomość, a jej treść bardzo mnie zdziwiła:
"nie zapomniałaś o czymś? xx.H"

Literka na końcu naprowadziła mnie na nadawcę – Harry. Ale skąd on miał mój numer? Ku*wa pieprzony Facebook! Zaklęłam w duchu. Patrzyłam się na otwartą wiadomość dopóki nie przyszła kolejna:
"Sprawdź torbę. Nie brakuje tam czegoś?"
Natychmiastowo podbiegłam do torebki leżącej przy biurku. Wyrzuciłam wszystko na podłogę – rzeczywiście, brakowało mojej MP-3. Ale skąd? Ja pierdole, pewnie wypadła z torebki, kiedy ją  rzuciłam na wycieraczkę. Jak ja mogłam jej nie zauważyć? Zapisałam jego numer i szybko odpisałam:
"Jutro masz mi ją oddać. Przed lekcjami."
Myślałam, ze to już koniec męczących, sms-ów od Niego, niestety myliłam się:
"Piękna, spokojnie. Dostaniesz ją. Liczę na to, że jutro też Cię podwiozę. Dobranoc :* "
O matko to oznacza kolejną konfrontacje, znowu będzie we mnie wlepiał te swoje zielone oczy.
Czy powinnam powiedzieć tacie o tym, co się dzisiaj stało? Lepiej nie, zobaczymy, co się będzie dalej dziać. Ewentualnie Omi się dowie nikt więcej. Chyba zaczynałam się go bać, nie mogę po sobie tego poznać. Wyczuje mój strach i będzie jeszcze gorzej. Odłożyłam telefon i położyłam z powrotem. Tak jak szybko się obudziłam tak szybko zasnęłam, tylko tym razem z głową pełną martwiących mnie myśli.

_____________________________________________________________________________________________


Jest rozdział II, mam nadzieję, że sie wam spodoba, czekam na opinię w komentarzach :*

sobota, 7 grudnia 2013

prolog & rozdział I

Prolog:

Nigdy nie myślałam, że moje życie wywróci się do góry nogami przez jedną osobę. Jedne człowiek, kilka wydarzeń, tyle zmian, problemów, miłość …? Może jeszcze kiedyś doznam tego uczucia. Czy wszystko się zmieni, czy pozostanie chociaż część mojego dawnego życia, może jednak wszystko się ułoży.  Szukam odpowiedzi na te pytania długo, czy kiedykolwiek je znajdę? Przekonamy się.


Życie jest usłane różami, tylko nie zapominajmy, że róże mają też kolce.  Nigdy nie było normalnie, ale teraz jest jeszcze gorzej, czy dzięki niej coś się zmieni? Może to właśnie ona mi pomoże, czy w końcu ktoś odnajdzie prawdziwego mnie? Powoli sam już się gubię w tym wszystkim, na pozór jest wszystko dobrze, tylko pamiętaj, że ludzie nie patrzą w głąb, interesuje ich tylko okładka.


 
Rozdział I

Był zimowy poranek, pogoda niestety nie sprzyjała. Szłam dosyć szybkim krokiem w stronę szkoły, aby jak najprędzej dostać się do budynku i ogrzać prawie zamrożone ręce. Na moje nieszczęście oczywiście zapomniałam zabrać z szafki rękawiczek, więc robiłam, co tylko mogłam, żeby palce mi nie odpadły. Byłam jakieś 10 metrów od szkolnej bramy, kiedy usłyszałam za sobą krzyk:
-Lori! Zatrzymaj się!
Obróciłam się na pięcie, aby zobaczyć, kto mnie woła. Byłam wręcz przekonana, że to Naomi i nie myliłam się. Dziewczyna biegła w moją stronę, więc postanowiłam poczekać.
-Weź się pośpiesz, bo zaraz będziesz miała bałwana, a nie przyjaciółkę. – krzyknęłam żartobliwie.
Po chwili zdyszana stała tuż obok mnie. Zgięła się w pół, aby nabrać kilka oddechów, żeby się ze zmęczenia nie przewrócić.
-Oj, widzę, że twoja kondycja słabnie kochana. Coś czuję, że jak się ociepli to wszczynamy nasze popołudniowe bieganie.
-Chyba sobie ze mnie żartujesz. Nigdzie nie będę biegać, wybij sobie ten durny pomysł z głowy, a jak Tobie się nie uda to Ci pomogę. – stanęła już prosto i uśmiechnęła się do mnie.
-Tak i tak Cię przekonam, a poza tym wiesz figurę na lato trzeba robić.
-Ej, ale o tym bym zapomniała. Trzeba się odchudzać i w ogóle. – pokiwała śmiesznie głową.
-Dokładnie Naomi odchudzamy się z kości! Ale teraz chodźmy, bo się spóźnimy na lekcje.
-Chce Ci się tam iść? – zapytała marudnym głosem.
-Dzisiaj jakoś tak, bo nie mam zamiaru pałętać się po mieście w takie zimno. – rzekłam i pociągnęłam ją za rękę.
Weszłyśmy do budynku, przywitałyśmy się ze znajomymi i ruszyłyśmy w stronę sali biologicznej. Po kilku minutach oczekiwania zadzwonił dzwonek. W pośpiechu dopiłam resztkę herbaty kupionej w automacie, przyszła nauczycielka, a za razem nasza wychowawczyni.

Nie miałam pojęcia jak ona wytrzymywała z taką klasą, jaką byliśmy. Wiecznie był z nimi jakiś problem. Znaczy ja nie należałam do osób konfliktowych, no, ale przepraszam bardzo, kiedy jakaś głupia blondynka wyzywała Cię od szmat i suk, to przecież nie będę stała i tego słuchała. Więc pewnego razu, kiedy to zrobiła po raz kolejny zamachałam się i dostała w twarz. Ale to naprawdę była konieczność.

Weszliśmy do klasy, usiedliśmy na nasze stałe miejsca, wyjęliśmy zeszyty, a pani McCartney zaczęła mówić:
-Wiem, że może się wam wydać to dziwne, ale dzisiaj do naszej klasy dołącza nowy uczeń Harry Styles. – spojrzałam na przyjaciółkę, a ona wzruszyła ramionami, w geście, że nic nie wie.
- Zanim zadacie jakieś głupie pytanie powiem tyle, że zapisał się do naszej szkoły, ponieważ w starej miał … - odchrząknęła nerwowo – zresztą, co ja wam będę mówić, samo go zapytacie. A teraz wyciągamy karteczki i piszemy pierwsze pytanie.

Dlaczego! Ja się pytam?! Dlaczego Ona musi robić kartkówki wtedy, kiedy nic nie umiem? To jedyna rzecz, za którą jej nie lubię. Powili nie daję rady z ta nauką, na szczęście już nie długo ferie to trochę odpocznę. Chociaż wątpię, żeby udało mi się zregenerować siły w tak krótkim czasie. No, ale cóż życie – napisałam najlepiej jak umiałam. Po 10 minutach zebrała kartki i zaczęliśmy lekcje.

Ta i kolejne 4 godziny nauki zleciały dość szybko, nie miałam nawet czasu bliżej przyjrzeć się jak mu tam? Harry’ emu.
Poszłyśmy z Naomi do stołówki, stanęłyśmy w kolejce po jakieś jedzenie i zaczęłyśmy rozmowę:
-Dziewczyno widziałaś tego Harry’ego!? – pisnęła cienkim głosem.
-Jeszcze głośniej krzycz, żeby wszyscy Cię usłyszeli. – rzuciłam z sarkazmem.
-Oj no przepraszam. Po prostu on jest bardzo przystojny. To jest chyba normalna reakcja, przynajmniej tak mi się wydaje.
Kucharka nałożyła nam posiłek i ruszyłyśmy w stronę stolika, przy którym zawsze siedzimy. Na miejscu byłam lekko oszołomiona, mianowicie pan Styles siedział przy nim wyszczerzony, a obok niego, kto? Nasze ‘’przyjaciółki’’, chyba nie muszę tłumaczyć, że były to najpustrze(nawet nie wiem czy jest takie słowo, ale inaczej ich się nie da określić) dziewczyny z naszej klasy i chyba nawet ze szkoły.
Stanęłyśmy jak wryte, moje usta uformowały się w literę ‘’o’’ a brwi uniosły się, przypuszczam, że mina Naomi była bardzo podobna.
-Co oni sobie do jasnej cholery myślą?- zapytała koleżanka.
-Ja pierdole siedzimy na tych miejscach od 2 lat i jeszcze nigdy nikt nam ich nie zajął. – powiedziałam trochę zdenerwowana.
Że niby, co przychodzi sobie do szkoły i robi to, co mu się podoba? No chyba jednak nie.
Z moich zamyśleń wyrwała mnie Omi.
-Ej Lori, nie żeby coś, ale on chyba nas zauważył i tak jakby idzie w nasza stronę.
Spojrzałam jeszcze raz na nasz stolik i niestety dziewczyna miała rację.
-No i dobrze, że idzie przynajmniej mam okazję powiedzieć mu, co o nim myślę. – odparłam pewnie.
-Jesteś pewna, że chcesz mu mówić, co o nim myślisz?
-No, a niby, dlaczego nie?
-Hmmm…, Choć by, dlatego, że ma jakiś metr 80, a my ledwo, co sięgamy do najwyższej półki w kuchni.
No tego nie przemyślałam jednak manie metra 68 nie jest za fajne. Ale z resztą chyba powiedzieć mu mogę. Dobra, co tam w końcu raz się żyje.
-Cześć, jestem Harry Styles. – powiedział chłodno.
Stanął dość blisko mnie, więc zrobiłam krok w tył. Rzeczywiście górował nade mną wzrostem. Uniosłam lekko głowę, aby spojrzeć na jego twarz. Moją uwagę przykuły zielone oczy oprawione w długie rzęsy. Poczułam na sobie jego wzrok, który wywołał u mnie lekkie dreszcze.
-Cześć, ja mam na imię Lori, a to jest Naomi. – ledwo wydusiłam.
-Wydaje mi się, czy macie jakiś problem z tym, że usiadłem przy tym stoliku? – wydawało mi się czy jednak zrozumiał, że mamy z tym problem? Niestety byłam zbyt rozkojarzona, aby o tym myśleć. Cały czas wlepiał we mnie te swoje duże oczy. Nie mogłam się skupić i czułam się jakoś dziwnie.
Widząc moją postawę Naomi odezwała się:
- Wiesz to jest nasz stolik, ale właściwie znajdziemy sobie inny.
Po słowach przyjaciółki odwróciłam się, aby tylko stąd odejść.
-Ty idiotko! – krzyknęła Omi, kiedy byłyśmy już dostatecznie dlatego od Niego- Taka niby odważna, a jak przychodzi co do czego to i tak nic nie robisz.
-Dobra daj spokój, to tylko głupie miejsce. Usiądziemy dzisiaj z nimi. – wskazałam palcem na chłopaków.
Po zajęciu miejsc zaczęłyśmy w końcu jeść. Nie zwracałam uwagi, o czym oni dyskutowali. Cały lunch ukradkiem przyglądałam się Harry’emu, chociaż tak naprawdę mnie nie obchodził. Zastanawiałam się też skąd ja znam to nazwisko – Styles, Styles – tylko to chodziło mi po głowie.
-Omi, kto jeszcze ma nazwisko Styles? Bo wydaje mi się, że znam kogoś takiego, ale sama nie wiem, kto to.
-Czekaj, muszę się zastanowić. –nastała chwila ciszy- Eee… Ja nikogo takiego nie znam, a skoro ja kogoś nie znam to ty też nie. – powiedziała wstając od stołu.
Wzruszyłam ramionami, chociaż ta myśl nie dawała mi spokoju.




Bohaterowie

Lori Evans

Harry Styles

Nathan Styles

Naomi White

Niall Horan

Max Blake