sobota, 7 grudnia 2013

prolog & rozdział I

Prolog:

Nigdy nie myślałam, że moje życie wywróci się do góry nogami przez jedną osobę. Jedne człowiek, kilka wydarzeń, tyle zmian, problemów, miłość …? Może jeszcze kiedyś doznam tego uczucia. Czy wszystko się zmieni, czy pozostanie chociaż część mojego dawnego życia, może jednak wszystko się ułoży.  Szukam odpowiedzi na te pytania długo, czy kiedykolwiek je znajdę? Przekonamy się.


Życie jest usłane różami, tylko nie zapominajmy, że róże mają też kolce.  Nigdy nie było normalnie, ale teraz jest jeszcze gorzej, czy dzięki niej coś się zmieni? Może to właśnie ona mi pomoże, czy w końcu ktoś odnajdzie prawdziwego mnie? Powoli sam już się gubię w tym wszystkim, na pozór jest wszystko dobrze, tylko pamiętaj, że ludzie nie patrzą w głąb, interesuje ich tylko okładka.


 
Rozdział I

Był zimowy poranek, pogoda niestety nie sprzyjała. Szłam dosyć szybkim krokiem w stronę szkoły, aby jak najprędzej dostać się do budynku i ogrzać prawie zamrożone ręce. Na moje nieszczęście oczywiście zapomniałam zabrać z szafki rękawiczek, więc robiłam, co tylko mogłam, żeby palce mi nie odpadły. Byłam jakieś 10 metrów od szkolnej bramy, kiedy usłyszałam za sobą krzyk:
-Lori! Zatrzymaj się!
Obróciłam się na pięcie, aby zobaczyć, kto mnie woła. Byłam wręcz przekonana, że to Naomi i nie myliłam się. Dziewczyna biegła w moją stronę, więc postanowiłam poczekać.
-Weź się pośpiesz, bo zaraz będziesz miała bałwana, a nie przyjaciółkę. – krzyknęłam żartobliwie.
Po chwili zdyszana stała tuż obok mnie. Zgięła się w pół, aby nabrać kilka oddechów, żeby się ze zmęczenia nie przewrócić.
-Oj, widzę, że twoja kondycja słabnie kochana. Coś czuję, że jak się ociepli to wszczynamy nasze popołudniowe bieganie.
-Chyba sobie ze mnie żartujesz. Nigdzie nie będę biegać, wybij sobie ten durny pomysł z głowy, a jak Tobie się nie uda to Ci pomogę. – stanęła już prosto i uśmiechnęła się do mnie.
-Tak i tak Cię przekonam, a poza tym wiesz figurę na lato trzeba robić.
-Ej, ale o tym bym zapomniała. Trzeba się odchudzać i w ogóle. – pokiwała śmiesznie głową.
-Dokładnie Naomi odchudzamy się z kości! Ale teraz chodźmy, bo się spóźnimy na lekcje.
-Chce Ci się tam iść? – zapytała marudnym głosem.
-Dzisiaj jakoś tak, bo nie mam zamiaru pałętać się po mieście w takie zimno. – rzekłam i pociągnęłam ją za rękę.
Weszłyśmy do budynku, przywitałyśmy się ze znajomymi i ruszyłyśmy w stronę sali biologicznej. Po kilku minutach oczekiwania zadzwonił dzwonek. W pośpiechu dopiłam resztkę herbaty kupionej w automacie, przyszła nauczycielka, a za razem nasza wychowawczyni.

Nie miałam pojęcia jak ona wytrzymywała z taką klasą, jaką byliśmy. Wiecznie był z nimi jakiś problem. Znaczy ja nie należałam do osób konfliktowych, no, ale przepraszam bardzo, kiedy jakaś głupia blondynka wyzywała Cię od szmat i suk, to przecież nie będę stała i tego słuchała. Więc pewnego razu, kiedy to zrobiła po raz kolejny zamachałam się i dostała w twarz. Ale to naprawdę była konieczność.

Weszliśmy do klasy, usiedliśmy na nasze stałe miejsca, wyjęliśmy zeszyty, a pani McCartney zaczęła mówić:
-Wiem, że może się wam wydać to dziwne, ale dzisiaj do naszej klasy dołącza nowy uczeń Harry Styles. – spojrzałam na przyjaciółkę, a ona wzruszyła ramionami, w geście, że nic nie wie.
- Zanim zadacie jakieś głupie pytanie powiem tyle, że zapisał się do naszej szkoły, ponieważ w starej miał … - odchrząknęła nerwowo – zresztą, co ja wam będę mówić, samo go zapytacie. A teraz wyciągamy karteczki i piszemy pierwsze pytanie.

Dlaczego! Ja się pytam?! Dlaczego Ona musi robić kartkówki wtedy, kiedy nic nie umiem? To jedyna rzecz, za którą jej nie lubię. Powili nie daję rady z ta nauką, na szczęście już nie długo ferie to trochę odpocznę. Chociaż wątpię, żeby udało mi się zregenerować siły w tak krótkim czasie. No, ale cóż życie – napisałam najlepiej jak umiałam. Po 10 minutach zebrała kartki i zaczęliśmy lekcje.

Ta i kolejne 4 godziny nauki zleciały dość szybko, nie miałam nawet czasu bliżej przyjrzeć się jak mu tam? Harry’ emu.
Poszłyśmy z Naomi do stołówki, stanęłyśmy w kolejce po jakieś jedzenie i zaczęłyśmy rozmowę:
-Dziewczyno widziałaś tego Harry’ego!? – pisnęła cienkim głosem.
-Jeszcze głośniej krzycz, żeby wszyscy Cię usłyszeli. – rzuciłam z sarkazmem.
-Oj no przepraszam. Po prostu on jest bardzo przystojny. To jest chyba normalna reakcja, przynajmniej tak mi się wydaje.
Kucharka nałożyła nam posiłek i ruszyłyśmy w stronę stolika, przy którym zawsze siedzimy. Na miejscu byłam lekko oszołomiona, mianowicie pan Styles siedział przy nim wyszczerzony, a obok niego, kto? Nasze ‘’przyjaciółki’’, chyba nie muszę tłumaczyć, że były to najpustrze(nawet nie wiem czy jest takie słowo, ale inaczej ich się nie da określić) dziewczyny z naszej klasy i chyba nawet ze szkoły.
Stanęłyśmy jak wryte, moje usta uformowały się w literę ‘’o’’ a brwi uniosły się, przypuszczam, że mina Naomi była bardzo podobna.
-Co oni sobie do jasnej cholery myślą?- zapytała koleżanka.
-Ja pierdole siedzimy na tych miejscach od 2 lat i jeszcze nigdy nikt nam ich nie zajął. – powiedziałam trochę zdenerwowana.
Że niby, co przychodzi sobie do szkoły i robi to, co mu się podoba? No chyba jednak nie.
Z moich zamyśleń wyrwała mnie Omi.
-Ej Lori, nie żeby coś, ale on chyba nas zauważył i tak jakby idzie w nasza stronę.
Spojrzałam jeszcze raz na nasz stolik i niestety dziewczyna miała rację.
-No i dobrze, że idzie przynajmniej mam okazję powiedzieć mu, co o nim myślę. – odparłam pewnie.
-Jesteś pewna, że chcesz mu mówić, co o nim myślisz?
-No, a niby, dlaczego nie?
-Hmmm…, Choć by, dlatego, że ma jakiś metr 80, a my ledwo, co sięgamy do najwyższej półki w kuchni.
No tego nie przemyślałam jednak manie metra 68 nie jest za fajne. Ale z resztą chyba powiedzieć mu mogę. Dobra, co tam w końcu raz się żyje.
-Cześć, jestem Harry Styles. – powiedział chłodno.
Stanął dość blisko mnie, więc zrobiłam krok w tył. Rzeczywiście górował nade mną wzrostem. Uniosłam lekko głowę, aby spojrzeć na jego twarz. Moją uwagę przykuły zielone oczy oprawione w długie rzęsy. Poczułam na sobie jego wzrok, który wywołał u mnie lekkie dreszcze.
-Cześć, ja mam na imię Lori, a to jest Naomi. – ledwo wydusiłam.
-Wydaje mi się, czy macie jakiś problem z tym, że usiadłem przy tym stoliku? – wydawało mi się czy jednak zrozumiał, że mamy z tym problem? Niestety byłam zbyt rozkojarzona, aby o tym myśleć. Cały czas wlepiał we mnie te swoje duże oczy. Nie mogłam się skupić i czułam się jakoś dziwnie.
Widząc moją postawę Naomi odezwała się:
- Wiesz to jest nasz stolik, ale właściwie znajdziemy sobie inny.
Po słowach przyjaciółki odwróciłam się, aby tylko stąd odejść.
-Ty idiotko! – krzyknęła Omi, kiedy byłyśmy już dostatecznie dlatego od Niego- Taka niby odważna, a jak przychodzi co do czego to i tak nic nie robisz.
-Dobra daj spokój, to tylko głupie miejsce. Usiądziemy dzisiaj z nimi. – wskazałam palcem na chłopaków.
Po zajęciu miejsc zaczęłyśmy w końcu jeść. Nie zwracałam uwagi, o czym oni dyskutowali. Cały lunch ukradkiem przyglądałam się Harry’emu, chociaż tak naprawdę mnie nie obchodził. Zastanawiałam się też skąd ja znam to nazwisko – Styles, Styles – tylko to chodziło mi po głowie.
-Omi, kto jeszcze ma nazwisko Styles? Bo wydaje mi się, że znam kogoś takiego, ale sama nie wiem, kto to.
-Czekaj, muszę się zastanowić. –nastała chwila ciszy- Eee… Ja nikogo takiego nie znam, a skoro ja kogoś nie znam to ty też nie. – powiedziała wstając od stołu.
Wzruszyłam ramionami, chociaż ta myśl nie dawała mi spokoju.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz