sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział III

Rozdział III

Obudził mnie dźwięk tego wstrętnego budzika. To znaczy, samam melodia, jaka z niego wypływała nie była taka zła, tylko wizja tego, że trzeba wstać i iść do szkoły. I właśnie, dlatego czasami miałam ochotę rzucić nim o ścianę, od tego powstrzymywał mnie jedynie fakt, iż był to również mój telefon. Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy, aby przyzwyczaić się do światła, jakie wpadało przez okno. Budzik cały czas brzęczał, przewróciłam się na drugi bok, wyciągnęłam rękę i wyłączyłam wstrętne urządzenie. Podniosłam się na łokciach i rozejrzałam się dookoła. Na podłodze leżały wyrzucone od wczoraj rzeczy i właśnie to przypomniało mi o wszystkim – spotkanie jego przed szkołą, to jak podwiózł mnie do domu i sms’y. Od razu humor mi się zepsuł, a zapowiadał się całkiem niezły dzień. Wstałam, podreptałam do łazienki, tam wykonałam kolejne czynności i z powrotem wróciłam do pokoju, aby się ubrać i spakować.
Nie wiem, czemu, ale zanim całkowicie rozebrałam się z piżamy po prostu musiałam iść sprawdzić czy drzwi wejściowe na pewno są zakluczone. Wiedziałam, że taty dawno już nie było i że na pewno zamknął je na klucz, ale nie wiem, czemu jakoś tak mnie natknęło, żeby to zrobić.
Sprintem pobiegłam do wejścia, nadusiłam klamkę – i mogłam wrócić do zastanawiania się, w co by się ubrać.
Stanęłam przed nie za dużą szafą i wybrałam ciemne jeansy oraz ciepły sweter. Ze szkatułki, którą dostałam od Naomi wyjęłam kolczyki oraz naszyjnik stanęłam przed lustrem i powiedziałam do siebie:
-Chyba może być, a z resztą, co za różnica, to tylko szkoła, a nie wybieg dla modelek. – wzruszyłam ramionami, z biurka zabrałam zeszyty, które następnie wrzuciłam do torby.
Ruszyłam w stronę kuchni, po drodze, wstępując do łazienki, aby ogarnać włosy i zrobić delikatny make-up.
Rozczesałam długie, czarne włosy, nie miałam zbytnio czasu, aby robić jakąkolwiek fryzurę, więc zostawiłam je rozpuszczone, pomalowałam rzęsy oraz zrobiłam jeszcze kilka innych rzeczy, do których namawia mnie Omi, żeby ‘’wyglądać lepiej’’.
Weszłam do kuchni, na blacie stał talerz z kanapkami, a przy nim mała krateczka: „Hej kochanie, zrobiłem Ci śniadanie, dzisiaj muszę zostać trochę dłużej w pracy, na lodówce wisi wizytówka do tej firmy. Jeśli chcesz zadzwoń i powołaj się na mnie. Do zobaczenia, kocham Cię tata. PS jeśli będziesz miała to spotkanie dzisiaj trzymam mocno kciuki.
Po przeczytaniu wiadomości kąciki moich ust same się uniosły. Zabrałam jedną kanapkę, dałam gryza, przy czym wstawiłam wodę na herbatę. Kiedy owa grzała się w czajniku zerknęłam na lodówkę, aby poszukać wizytówkę. Trochę to zajęło, ponieważ zawsze było na niej pełno karteczek, magnesów i tym podobnych. W końcu mój wzrok znalazł małą szarą, prostokątną karteczkę.
Pochwyciłam ją, zabrałam telefon i wykręciłam numer. W słuchawce usłyszałam sygnał. W czasie, kiedy czekałam, aż ktoś z łaski swojej dobierze przekręcałam wizytówkę pomiędzy palcami. W rogu papierowego prostokąta ujrzałam nazwisko Styles. Dokładniej Nathan Styles.
-Nie, to przecież nie …
-Dzień dobry! Tutaj biuro firmy Nathana Stylesa. W czym mogę pomóc? – z telefonu wydobył się damski głoss.
-Emm… Dzień dobry. Z tej strony Lori Evans, dzownię powołując się na Josh’a Evans’a. Dokładniej chodzi mi o spotkanie w sprawie pracy w biurze pana Stylesa.
-Rozumiem, jeszcze raz proszę nazwisko. – odparła.
-Evans. – powiedziałam pewnie.
-Proszę chwilę poczekać. – na linii nastała głucha cisza.  – proszę mi powiedzieć Josh Evans to pani ojciec? – odezwała się ponownie.
-Tak, dokładnie. Może przyda się informacja, że jest mechanikiem samochodowym? – dorzuciłam.
-Dobrze w takim razie, kiedy chce się pani umówić na spotkanie z panem Nathan’em? Wolne terminy ma dzisiaj o 3.30 PM oraz za tydzień, w poniedziałek o 5.00 PM – zapytała jakby już zmęczona nasza rozmową.
Przemyślałam – im szybciej zacznę tym lepiej.
-Myślę, że dzień dzisiejszy jest idealny. – powiedziałam oraz uśmiechnęłam się.
-W takim razie zapraszamy dzisiaj. Do widzenia.
Nawet nie zdążyłam się pożegnać, bo już się rozłączyła – cóż. Włożyłam wizytówkę do portfela, sprawdziłam godzinę. Było już późno, nawet bardzo. W pośpiechu założyłam buty, za kluczyłam mieszkanie i ruszyłam do szkoły.
Przez większą część drogi myślałam tylko o tym, że będę musiała znowu stanąć naprzeciwko niego, kolejna konfrontacja z jego osobą. Im bliżej celu byłam, tym serce biło mi mocniej i szybciej, właściwie sama nie wiem, dlaczego mój organizm tak się zachowywał. Aby się trochę od stresować zaczęłam strzykać palcami, niby nic, a zawsze pomagało.
Nagle poczułam w kieszeni wibrujący telefon, przystanęłam i wyjęłam urządzenie:
-Nie będzie mnie dzisiaj na pierwszej lekcji <3

-Serio -.- w takim razie dowiesz się później co się wczoraj wydarzyło :*


Odpisałam, szybkim krokiem przeszłam jeszcze sporty kawałek drogi i byłam na parkingu szkolnym. Rozejrzałam się dookoła, skupiłam się na czarnym samochodzie, który właśnie parkował na jednym z wielu miejsc. Kiedy auto stanęło na dobre dopiero uderzyło mnie, że prawdopodobnie to pojazd Harry’ego – nie myliłam się. Po dwóch sekundach ujrzałam Stylesa. Był ubrany w czarną skórzaną kurtkę i jeansy.
Pewna, że to na sto procent jego osoba powoli podeszłam. Widząc zbliżającą się mnie uśmiechną się i poprawił fryzurę – przewróciłam tylko oczami.
-Dzień dobry, Lori. – rzekł jak zwykle ochrypłym, ale mniej chłodnym głosem. I nawet trochę się uśmiechnął, co mnie bardzo zdziwiło.
-Cześć Harry. Możesz mi oddać tą MP3? – zapytałam zaplatając ręce na piersiach.
-Oddam, oddam. Ale tak następnym razem uważaj, co gdzie zostawiasz, bo trafisz na kogoś innego i już jej więcej nie odzyskasz. – był miły? – Ciesz się, że miałaś przyjemność siedzieć i jechać w moim prywatnym samochodzie, nie każda miała taką szanse. – nie, jednak nie. Pomyłka cały czas tak samo zimny i wredny.
- Widzę, że mam niezłe przywileje. Tylko szkoda, że wczoraj mógłbyś nas prawie zabić. – odgryzłam się.
- Piękna, nie takie rzeczy się robiło na drogach, jestem doświadczonym kierowcą.
- Nie nazywaj mnie tak. I oddawaj tą cholerną MP3! – powiedziałam podniesionym i zirytowanym tonem.
-Spokojnie. Trzymaj. – rzucił i podał mi odtwarzacz.
-Dziękuję. – odpowiedziałam w miarę grzecznie. Odwróciłam się na pięcie i podążyłam w stronę wejścia.
Zaszłam pod salę nr 64, położyłam torbę na podłodze i zaczęłam ściągać kurtkę – uwiesiłam ją na wieszaku, poprawiłam sweter i usiadłam na ławce.
Długo nie trwało lekcja się rozpoczęła. Zasiadłam na moje miejsce, schyliłam się, aby wyjąć potrzebne zeszyty, a kiedy już się wyprostowałam siedział obok mnie Harry.
-Mam nadzieję, że to miejsce było wolne?
Nie odpowiedziałam nic, tylko skupiłam się na słowach faceta od chemii.
-Przeczytajcie temat w podręczniku, ze stron 80 – 86, a następnie zróbcie zadania od 14 – 21. – powiedział z uśmiechem jak by to miało być miłe zajęcie.
-Aha, zadania robicie w parach na koniec lekcji was ocenię. – dorzucił i zasiadł przy biurku.
I dlaczego właśnie teraz On musi siedzieć obok mnie, albo nie inaczej, dlaczego właśnie dzisiaj On zadał nam pracę w parach.
-Chyba będziesz musiała odzywać się do mnie trochę częściej, niż byś tego chciała.
-Czytaj podręcznik, bo ja za Ciebie tego robić nie będę. – powiedziałam i zabrałam się za czytanie.
Po jakiś 20 minutach robienia jakiś beznadziejnych ćwiczeń pan Styles stwierdził, że ja mam mu wytłumaczyć, o co chodzi, bo on kompletnie nic rozumie. Po raz kolejny wywróciłam oczami, ale zgodziłam się.
Mniej więcej mówiłam, na czym to wszystko polega, chyba mnie słuchał, ale co kilka sekund słyszałam drapanie nóg krzesła o podłogę. Byłam święcie przekonana, że przysuwa się do mnie, jak zwykle się nie myliłam.
Skończyłam przed nim, udając nauczycielkę, uniosłam głowę.
-Rozumiesz teraz?- nasze twarze były dwa centymetry od siebie. Odwróciłam głowę lekko się przy tym rumieniąc.
- Mmm… Wszystko już rozumiem… - i właśnie w tym momencie poczułam jego rękę na moim udzie.
Poderwałam się do góry z taką werwą, że wszystkie oczy skierowały się na mnie, a Harry usiadł prosto jak by się nic nie stało.
-O, co chodzi Lori? – zapytał nauczyciel.
-Eghm… To znaczy … Mogę iść do toalety? – wymyślałam na poczekaniu cokolwiek, aby odsunąć się do niego.
-Nie, za 5 minut kończy się lekcja.
Usiadłam powrotem zrezygnowana.
-Nie podobało Ci się? Jeszcze nigdy nie spotkałem dziewczyny, która by tak zareagowała. – powiedział jak by zdziwiony moim zachowaniem.
-Widzisz, to masz okazje spotkać. Ja nie jestem taka łatwa jak tamte. – wskazałam ruchem głowy na Ashley i Emmę.
Nic zdążył nic odpowiedzieć, bo lekcja się skończyła. Czym prędzej wyszłam z sali i ruszyłam pod kolejną mając nadzieję, że tam spotkam Naomi.
Przywitałam się z nią, od razu zasypała mnie milionem pytań.
-Wszystko dokładnie Ci opowiem w przerwie na lunch.
Zgodziła się, bo nie lubiła opowieści przerywanych. Jak się zaczęło trzeba było skończyć. A ta historia na pewno zajmie więcej niż jedną przerwę.

                                                                                  ***
Minęły kolejne lekcje i tak do trwaliśmy do 01.25 PM. Szybko poszłyśmy na stołówkę zwinąć jakieś jabłko, a następnie udałyśmy się w jedyne ciche miejsce, czyli skrytkę na miotły. Tam zawsze gadałyśmy jak był jakiś poważny temat. Rozsiadłyśmy się na małych krzesełkach i zaczęłam opowiadać:
-Wczoraj jak już pojechałaś, jakieś 20 metrów od szkoły spotkałam Harry’ego. Praktycznie zmusił mnie żeby mnie podwieźć. Zgodziłam się – zaserwował mi przejażdżkę 190 km/h w terenie zabudowanym. W nocy oto takie sms’y. – tu wyjęłam telefon i wszystko jej pokazałam. – Dzisiaj rano oddał mi tą MP3, wydawałoby się, że jest całkiem miały, ale jednak kolejny błąd. A na chemii chciał mnie obmacywać po udzie. I był wielce zdziwiony, dlaczego mi się to nie podobało. Nadal myślisz, że jest taki sexowny i idealny? – powiedziałm na jednym oddechu.
Jej twarz pobladła, a oczy wybałuszyła do granic możliwości.
-I to walce nie jest żart prawda? – upewniła się.
-Gdyby był to żart nie mówiłabym Ci o tym.
-Powiedziałaś tacie? – zapytała.
-Nie, ty jesteś pierwszą osobą. A z resztą znasz go. Gdyby dowiedział się, czasami mógłby pobić Harry’ego. Wiesz jakby coś się stało jego małej córeczce nie wybaczyłby sobie tego do końca życia.
- No, w sumie  masz rację. Nic mu lepiej nie mów – na razie.
-A i jeszcze dzisiaj mam spotkanie w sprawie pracy. – dorzuciałam przeżuwając jabłko.
-Gdzie? O której? I co miałabyś robić? – Omi jak zwykle zatroskana, prawie jak matka, której nigdy nie miałam.






2 komentarze: