niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział II

Rozdział II

Opuściłam stołówkę praktycznie sama, bo Naomi poszła coś tam jeszcze do dyrektora załatwić -  i nie nic nie zrobiła. Po jej wyglądzie można by się było spodziewać jakiejś akcji, ale ona to nie z tych. Po prostu ma z nim dobre relacje. Wcale nie chodzi o te relacje, o jakich można by było pomyśleć. Ona jest bardzo otwarta na ludzi, szybko nawiązuje kontakt i tak jakoś wychodzi, że wszystkich zna.
Więc udałam się na kolejne lekcje, które trwały aż do 4.00 P.M. Czas na ostatniej dłużył się niemiłosiernie – w końcu zadzwonił upragniony dzwonek. Ruszyłam do wyjścia po drodze zgarnęłam kurtkę z wieszaka i czekałam na jak zwykle spóźnioną Naomi. Wyjęłam z tylnej kieszeni spodni mojego Iphona, sprawdziłam godzinę oraz Twittera. Po jakiś 10 minutach przyjaciółka w końcu wyszła z budynku.
-Gdzie ty byłaś? – zapytałam trochę zdenerwowana.
-Człowieku … Znasz mnie dobre 12 lat i jeszcze nie wiesz, że kiedy opuszczam jakieś miejsce musze pożegnać się ze wszystkimi.
-Ale człowieku zobaczysz ich jutro! Wiesz jak mi jest zimno!
-Jeszcze chudsza musisz być. – powiedziała z lekkim sarkazmem w głosie -  A tym czasem muszę lecieć, bo umówiłam się z mamą na zakupy i właśnie przyjechała.
Przytuliłam ją mocno i rzuciłam ‘’cześć’’, kiedy wsiadała już do samochodu. Poprawiłam szalik i zaczęłam maszerować w stronę domu. Nagle w moje oczy zaświeciło ostre samochodowe światło. Uniosłam rękę, aby zasłonić oczy, przez szparę, jaka mi została zobaczyłam, że z auta wysiada mężczyzna. Trochę się przestraszyłam, więc postanowiłam nie zwracać na niego uwagi, co było bardzo trudne. Przyspieszyłam kroku, niestety owy osobnik był szybszy i mocno złapał mój nadgarstek. Zrobił to z taką siłą, że okręciłam się w jego stronę i musiałam oprzeć się o jego tors, aby się nie przewrócić. Teraz to byłam już przerażona – nie wiedziałam, co mam zrobić – krzyczeć, uciekać, czy po prostu się nie ruszać.
-Cześć Lori. – odezwał się znajomy mi głos – Harry.
-Czego chcesz? – zapytałam, starałam się udać, że nie jestem przestraszona, ale nie wiem czy mi to wyszło.
-Podwieźć Cię do domu? – oj nie, nie znam chłopaka, do domu mam blisko nigdzie nie będę z nim jeździć.
-Nie, dam radę. Możesz mnie puścić. – praktycznie błagałam, bo moje nadgarstki nie wytrzymywały bólu. Po tych słowach jeszcze mocniej zacieśnił uścisk.
-Nalegam, to żaden problem. – mówił dalej chłodno.
-Nie. Nie jestem małą dziewczynką. – sprzeciwiałam się jak tylko mogłam.
-Wsiadaj. – zażądał.
Pociągnął mnie w stronę drzwi pasażera, otworzył je – byłam zmuszona wsiąść. Rzuciłam moja torbę na wycieraczkę i zaczęłam pocierać bolące ręce. Po chwil Harry usiadł na swoim miejscu, odpalił silnik i ruszył.
-Gdzie mieszkasz? – jego głos był tak samo straszny jak on sam – ochrypnięty i wwiercający się w ucho. Podałam adres i czekała, tylko na to, aby się stąd wydostać. Panowała głucha cisza.
Po co chciał mnie odwozić skoro nawet się do mnie nie odezwał? Stanęliśmy na światłach, postanowiłam zadać pytanie:
-Możesz mi wyjaśnić, o co Ci chodzi? Zmusiłeś mnie żebym wsiadła do tego pieprzonego samochodu, nie odezwałeś się do mnie ani słowem jak już coś powiesz to tak jak byś chciał mnie zabić. – Lori, co ty robisz? Pojebało Cię? On w każdej chwili może się wkurzyć i coś ci zrobić.
Nic nie powiedział, spojrzał na mnie przerzucił biegi i ruszył po jakiś 2 sekundach prędkość, jaką jechaliśmy wynosiła 190 kilometrów na godzinę. Całe życie przeleciało mi przed oczami, nawet nie wiem, kiedy znaleźliśmy się pod moim domem. Oddychałam głęboko, moja klatka piersiowa unosiła się ciężko i szybko. Złapałam oddech, chwyciłam za klamkę, popchnęłam drzwi i w pośpiechu zabrałam torbę.
-Gdzie się tak śpieszysz? Nie mów, że nie było fajnie? – rzekł z cwaniackim uśmiechem.
-Nie, nie było fajnie. – odpowiedziałam drżącym głosem.
-Do zobaczenia jutro, Lori. – nic nie powiedziałam tylko trzasnęłam drzwiami i przeszłam na drugą stronę ulicy. Podbiegłam do drzwi, jeszcze raz spojrzałam się za siebie, już go nie było – może i dobrze. Otworzyłam drewnianą powłokę i wdrapałam się na czwarte piętro. Od kluczyłam drzwi, w progu usłyszałam ciepłe przywitanie taty:
-Hey kochanie! Chodź szybko obiad czeka.
Rzuciłam klucze na szafkę, zdjęłam buty i skierowałam się do kuchni.
-Cześć Tato. – stanęłam obok niego i mocno przytuliłam. Jego zapach i dotyk momentalnie mnie uspokoiły, chociaż na chwilę zapomniałam, co się przed chwilą stało.

Tak bardzo kochałam mojego tatę. Robił dla mnie naprawdę dużo, pracował jako mechanik w pobliskim warsztacie samochodowym. Bardzo się starał, żeby nigdy mi nic nie brakowało, czasami pracował po 13 godzin. Dlatego rzadko go widziałam, więc jak już był w domu spędzałam z nim tyle czasu ile tylko mogłam. Chciałam mu jakoś pomóc żeby było mu lżej, iść do pracy po południowej czy coś. Ale on zawsze mówił: ‘’Kochanie o pracę się nie martw, ty masz się tylko uczyć, żebyś w życiu miała lepiej’’.
Co mogłam go zrobić, nie sprzeczałam się bo i tak i tak bym nic nie wskórała. Może gdyby mama – o ile można ja tak nazwać – była z nami, też było by inaczej? Nie wiem. Zostawiła nas, kiedy miałam 8 lat. Pracowała jako stewardessa prawie wcale jej nie było. Poznała jakiegoś faceta i została z nim. Nie wiem, kim był ten człowiek, nie wiemy czy z nim jest, a nawet czy żyje. Od tamtego czasu nie widziałam jej ani razu. Napisała tylko jeden list wyjaśniający wszystko. Nie mam zielonego pojęcia jak tata się po tym pozbierał, niestety nikogo sobie nie znalazł. A wydaje mi się, że powinien kogoś mieć.

                                                                       ***
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy konsumować posiłek, który był jak zwykle wyśmienity – co jak co, ale tata był najlepszym kucharzem.
-Córeczko, czy mi się wydaje, czy ty byłaś troszkę przestraszona, kiedy weszłaś do mieszkania? – zapytał zatroskany. Mam tylko nadzieję, że nie widział przez okno tego, co się stało przed blokiem.
-Nie tato, wszystko dobrze tylko zanim weszłam wydawało mi się, ze telefon zgubiłam. Okazało się, że był w kurtce. – rzekłam najbardziej przekonująco jak umiałam.
-Aha, to dobrze. A wiesz, co, dzisiaj mieliśmy w warsztacie klienta, który szukał dziewczyny do pracy. Pomyślałem, o Tobie i wziąłem wizytówkę.
-Ale jeszcze jakiś czas temu mówiłeś, że nie chcesz abym poszła do pracy. Nie żebym się sprzeciwiała oczywiście.
-Wiem, ale  z pracą teraz jest kiepsko, więc może byś mogła pomóc?
-Jeszcze się pytasz? A co dokładnie miałbym robić? – zapytałam zaciekawiona.
-Była byś sekretarką, w dużej firmie. O naukę nie musisz się martwić, bo było by to tylko w weekendy po jakieś osiem godzin.
Nadziałam na widelec ostatni kawałek mięsa i powiedziałam:
-Całkiem interesująca propozycja, ale zastanowię się jeszcze. Dasz mi czas do jutra?
Tata oczywiście się zgodził. Po zjedzonym posiłku posprzątaliśmy wspólnie, następnie udałam się do mojego pokoju. Zapaliłam lampę przy biurku – dawała ona mało światła, więc w reszcie pokoju panował półmrok.
Wyjęłam z torby książki, włączyłam Twittera i zaczęłam męczyć się z zadaniami domowymi. Największy problem miałam z matematyką, ale w końcu i z nią się uporałam. Kiedy skończyłam, była 9.05 P.M. wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Cały czas w głowie siedziało mi dzisiejsze wydarzenie. Napuściłam gorącą wodę do wanny, zanurzyłam się w przyjemniej cieczy i siedziałam  myśląc 20 minut.
W końcu się podniosłam, wytarłam mokre ciało, lekki powiew zimna sprawił, że na mojej rozgrzanej skórze pojawiła się ‘’gęsia skórka’’.
Udałam się do pokoju po drodze żegnając się z tatą. Wiem, ze było jeszcze dostatecznie wcześnie, ale dzisiejszy dzień podwójnie mnie zmęczył. Zabrałam telefon z biurka, ustawiłam budzik i położyłam go na szafce przy łóżku. Ułożyłam się wygodnie w miękkiej pościeli, przymknęłam oczy i już po chwili byłam w objęciach Morfeusza.
                                                                                  ***
Obudził mnie dźwięk brzęczącego urządzenia. Zlokalizowałam telefon i pochwyciłam go w rękę. Sprawdziłam godzinę, bo zdziwił mnie sms w środku nocy. W sumie była 11.09 P.M. więc nie zdziwiłabym się gdyby była to na przykład Naomi. Otworzyłam wiadomość, a jej treść bardzo mnie zdziwiła:
"nie zapomniałaś o czymś? xx.H"

Literka na końcu naprowadziła mnie na nadawcę – Harry. Ale skąd on miał mój numer? Ku*wa pieprzony Facebook! Zaklęłam w duchu. Patrzyłam się na otwartą wiadomość dopóki nie przyszła kolejna:
"Sprawdź torbę. Nie brakuje tam czegoś?"
Natychmiastowo podbiegłam do torebki leżącej przy biurku. Wyrzuciłam wszystko na podłogę – rzeczywiście, brakowało mojej MP-3. Ale skąd? Ja pierdole, pewnie wypadła z torebki, kiedy ją  rzuciłam na wycieraczkę. Jak ja mogłam jej nie zauważyć? Zapisałam jego numer i szybko odpisałam:
"Jutro masz mi ją oddać. Przed lekcjami."
Myślałam, ze to już koniec męczących, sms-ów od Niego, niestety myliłam się:
"Piękna, spokojnie. Dostaniesz ją. Liczę na to, że jutro też Cię podwiozę. Dobranoc :* "
O matko to oznacza kolejną konfrontacje, znowu będzie we mnie wlepiał te swoje zielone oczy.
Czy powinnam powiedzieć tacie o tym, co się dzisiaj stało? Lepiej nie, zobaczymy, co się będzie dalej dziać. Ewentualnie Omi się dowie nikt więcej. Chyba zaczynałam się go bać, nie mogę po sobie tego poznać. Wyczuje mój strach i będzie jeszcze gorzej. Odłożyłam telefon i położyłam z powrotem. Tak jak szybko się obudziłam tak szybko zasnęłam, tylko tym razem z głową pełną martwiących mnie myśli.

_____________________________________________________________________________________________


Jest rozdział II, mam nadzieję, że sie wam spodoba, czekam na opinię w komentarzach :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz