Rozdział
II
Opuściłam
stołówkę praktycznie sama, bo Naomi poszła coś tam jeszcze do dyrektora
załatwić - i nie nic nie zrobiła. Po jej
wyglądzie można by się było spodziewać jakiejś akcji, ale ona to nie z tych. Po
prostu ma z nim dobre relacje. Wcale nie chodzi o te relacje, o jakich można by
było pomyśleć. Ona jest bardzo otwarta na ludzi, szybko nawiązuje kontakt i tak
jakoś wychodzi, że wszystkich zna.
Więc udałam
się na kolejne lekcje, które trwały aż do 4.00 P.M. Czas na ostatniej dłużył
się niemiłosiernie – w końcu zadzwonił upragniony dzwonek. Ruszyłam do wyjścia
po drodze zgarnęłam kurtkę z wieszaka i czekałam na jak zwykle spóźnioną Naomi.
Wyjęłam z tylnej kieszeni spodni mojego Iphona, sprawdziłam godzinę oraz
Twittera. Po jakiś 10 minutach przyjaciółka w końcu wyszła z budynku.
-Gdzie ty
byłaś? – zapytałam trochę zdenerwowana.
-Człowieku
… Znasz mnie dobre 12 lat i jeszcze nie wiesz, że kiedy opuszczam jakieś
miejsce musze pożegnać się ze wszystkimi.
-Ale
człowieku zobaczysz ich jutro! Wiesz jak mi jest zimno!
-Jeszcze
chudsza musisz być. – powiedziała z lekkim sarkazmem w głosie - A tym czasem muszę lecieć, bo umówiłam się z
mamą na zakupy i właśnie przyjechała.
Przytuliłam
ją mocno i rzuciłam ‘’cześć’’, kiedy wsiadała już do samochodu. Poprawiłam
szalik i zaczęłam maszerować w stronę domu. Nagle w moje oczy zaświeciło ostre samochodowe
światło. Uniosłam rękę, aby zasłonić oczy, przez szparę, jaka mi została
zobaczyłam, że z auta wysiada mężczyzna. Trochę się przestraszyłam, więc
postanowiłam nie zwracać na niego uwagi, co było bardzo trudne. Przyspieszyłam
kroku, niestety owy osobnik był szybszy i mocno złapał mój nadgarstek. Zrobił
to z taką siłą, że okręciłam się w jego stronę i musiałam oprzeć się o jego
tors, aby się nie przewrócić. Teraz to byłam już przerażona – nie wiedziałam,
co mam zrobić – krzyczeć, uciekać, czy po prostu się nie ruszać.
-Cześć
Lori. – odezwał się znajomy mi głos – Harry.
-Czego
chcesz? – zapytałam, starałam się udać, że nie jestem przestraszona, ale nie
wiem czy mi to wyszło.
-Podwieźć
Cię do domu? – oj nie, nie znam chłopaka, do domu mam blisko nigdzie nie będę z
nim jeździć.
-Nie, dam
radę. Możesz mnie puścić. – praktycznie błagałam, bo moje nadgarstki nie
wytrzymywały bólu. Po tych słowach jeszcze mocniej zacieśnił uścisk.
-Nalegam,
to żaden problem. – mówił dalej chłodno.
-Nie. Nie
jestem małą dziewczynką. – sprzeciwiałam się jak tylko mogłam.
-Wsiadaj.
– zażądał.
Pociągnął
mnie w stronę drzwi pasażera, otworzył je – byłam zmuszona wsiąść. Rzuciłam
moja torbę na wycieraczkę i zaczęłam pocierać bolące ręce. Po chwil Harry usiadł
na swoim miejscu, odpalił silnik i ruszył.
-Gdzie
mieszkasz? – jego głos był tak samo straszny jak on sam – ochrypnięty i
wwiercający się w ucho. Podałam adres i czekała, tylko na to, aby się stąd
wydostać. Panowała głucha cisza.
Po co
chciał mnie odwozić skoro nawet się do mnie nie odezwał? Stanęliśmy na
światłach, postanowiłam zadać pytanie:
-Możesz
mi wyjaśnić, o co Ci chodzi? Zmusiłeś mnie żebym wsiadła do tego pieprzonego
samochodu, nie odezwałeś się do mnie ani słowem jak już coś powiesz to tak jak
byś chciał mnie zabić. – Lori, co ty robisz? Pojebało Cię? On w każdej chwili
może się wkurzyć i coś ci zrobić.
Nic nie
powiedział, spojrzał na mnie przerzucił biegi i ruszył po jakiś 2 sekundach
prędkość, jaką jechaliśmy wynosiła 190 kilometrów na godzinę. Całe życie
przeleciało mi przed oczami, nawet nie wiem, kiedy znaleźliśmy się pod moim
domem. Oddychałam głęboko, moja klatka piersiowa unosiła się ciężko i szybko.
Złapałam oddech, chwyciłam za klamkę, popchnęłam drzwi i w pośpiechu zabrałam
torbę.
-Gdzie
się tak śpieszysz? Nie mów, że nie było fajnie? – rzekł z cwaniackim uśmiechem.
-Nie, nie
było fajnie. – odpowiedziałam drżącym głosem.
-Do zobaczenia
jutro, Lori. – nic nie powiedziałam tylko trzasnęłam drzwiami i przeszłam na
drugą stronę ulicy. Podbiegłam do drzwi, jeszcze raz spojrzałam się za siebie, już
go nie było – może i dobrze. Otworzyłam drewnianą powłokę i wdrapałam się na
czwarte piętro. Od kluczyłam drzwi, w progu usłyszałam ciepłe przywitanie taty:
-Hey
kochanie! Chodź szybko obiad czeka.
Rzuciłam
klucze na szafkę, zdjęłam buty i skierowałam się do kuchni.
-Cześć
Tato. – stanęłam obok niego i mocno przytuliłam. Jego zapach i dotyk momentalnie
mnie uspokoiły, chociaż na chwilę zapomniałam, co się przed chwilą stało.
Tak
bardzo kochałam mojego tatę. Robił dla mnie naprawdę dużo, pracował jako
mechanik w pobliskim warsztacie samochodowym. Bardzo się starał, żeby nigdy mi
nic nie brakowało, czasami pracował po 13 godzin. Dlatego rzadko go widziałam,
więc jak już był w domu spędzałam z nim tyle czasu ile tylko mogłam. Chciałam mu
jakoś pomóc żeby było mu lżej, iść do pracy po południowej czy coś. Ale on
zawsze mówił: ‘’Kochanie o pracę się nie martw, ty masz się tylko uczyć, żebyś
w życiu miała lepiej’’.
Co mogłam
go zrobić, nie sprzeczałam się bo i tak i tak bym nic nie wskórała. Może gdyby
mama – o ile można ja tak nazwać – była z nami, też było by inaczej? Nie wiem.
Zostawiła nas, kiedy miałam 8 lat. Pracowała jako stewardessa prawie wcale jej
nie było. Poznała jakiegoś faceta i została z nim. Nie wiem, kim był ten
człowiek, nie wiemy czy z nim jest, a nawet czy żyje. Od tamtego czasu nie
widziałam jej ani razu. Napisała tylko jeden list wyjaśniający wszystko. Nie
mam zielonego pojęcia jak tata się po tym pozbierał, niestety nikogo sobie nie
znalazł. A wydaje mi się, że powinien kogoś mieć.
***
Usiedliśmy
przy stole i zaczęliśmy konsumować posiłek, który był jak zwykle wyśmienity –
co jak co, ale tata był najlepszym kucharzem.
-Córeczko,
czy mi się wydaje, czy ty byłaś troszkę przestraszona, kiedy weszłaś do
mieszkania? – zapytał zatroskany. Mam tylko nadzieję, że nie widział przez okno
tego, co się stało przed blokiem.
-Nie
tato, wszystko dobrze tylko zanim weszłam wydawało mi się, ze telefon zgubiłam.
Okazało się, że był w kurtce. – rzekłam najbardziej przekonująco jak umiałam.
-Aha, to
dobrze. A wiesz, co, dzisiaj mieliśmy w warsztacie klienta, który szukał
dziewczyny do pracy. Pomyślałem, o Tobie i wziąłem wizytówkę.
-Ale
jeszcze jakiś czas temu mówiłeś, że nie chcesz abym poszła do pracy. Nie żebym
się sprzeciwiała oczywiście.
-Wiem,
ale z pracą teraz jest kiepsko, więc
może byś mogła pomóc?
-Jeszcze
się pytasz? A co dokładnie miałbym robić? – zapytałam zaciekawiona.
-Była byś
sekretarką, w dużej firmie. O naukę nie musisz się martwić, bo było by to tylko
w weekendy po jakieś osiem godzin.
Nadziałam
na widelec ostatni kawałek mięsa i powiedziałam:
-Całkiem
interesująca propozycja, ale zastanowię się jeszcze. Dasz mi czas do jutra?
Tata
oczywiście się zgodził. Po zjedzonym posiłku posprzątaliśmy wspólnie, następnie
udałam się do mojego pokoju. Zapaliłam lampę przy biurku – dawała ona mało
światła, więc w reszcie pokoju panował półmrok.
Wyjęłam z
torby książki, włączyłam Twittera i zaczęłam męczyć się z zadaniami domowymi.
Największy problem miałam z matematyką, ale w końcu i z nią się uporałam. Kiedy
skończyłam, była 9.05 P.M. wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Cały czas w
głowie siedziało mi dzisiejsze wydarzenie. Napuściłam gorącą wodę do wanny,
zanurzyłam się w przyjemniej cieczy i siedziałam myśląc 20 minut.
W końcu
się podniosłam, wytarłam mokre ciało, lekki powiew zimna sprawił, że na mojej
rozgrzanej skórze pojawiła się ‘’gęsia skórka’’.
Udałam
się do pokoju po drodze żegnając się z tatą. Wiem, ze było jeszcze dostatecznie
wcześnie, ale dzisiejszy dzień podwójnie mnie zmęczył. Zabrałam telefon z
biurka, ustawiłam budzik i położyłam go na szafce przy łóżku. Ułożyłam się
wygodnie w miękkiej pościeli, przymknęłam oczy i już po chwili byłam w
objęciach Morfeusza.
***
Obudził
mnie dźwięk brzęczącego urządzenia. Zlokalizowałam telefon i pochwyciłam go w
rękę. Sprawdziłam godzinę, bo zdziwił mnie sms w środku nocy. W sumie była
11.09 P.M. więc nie zdziwiłabym się gdyby była to na przykład Naomi. Otworzyłam
wiadomość, a jej treść bardzo mnie zdziwiła:
"nie zapomniałaś o czymś? xx.H"
Literka
na końcu naprowadziła mnie na nadawcę – Harry. Ale skąd on miał mój numer?
Ku*wa pieprzony Facebook! Zaklęłam w duchu. Patrzyłam się na otwartą wiadomość
dopóki nie przyszła kolejna:
"Sprawdź torbę. Nie brakuje tam czegoś?"
Natychmiastowo
podbiegłam do torebki leżącej przy biurku. Wyrzuciłam wszystko na podłogę –
rzeczywiście, brakowało mojej MP-3. Ale skąd? Ja pierdole, pewnie wypadła z
torebki, kiedy ją rzuciłam na
wycieraczkę. Jak ja mogłam jej nie zauważyć? Zapisałam jego numer i szybko
odpisałam:
"Jutro masz mi ją oddać. Przed lekcjami."
Myślałam,
ze to już koniec męczących, sms-ów od Niego, niestety myliłam się:
"Piękna, spokojnie. Dostaniesz ją. Liczę na to, że jutro też Cię podwiozę. Dobranoc :* "
O matko
to oznacza kolejną konfrontacje, znowu będzie we mnie wlepiał te swoje zielone
oczy.
Czy
powinnam powiedzieć tacie o tym, co się dzisiaj stało? Lepiej nie, zobaczymy,
co się będzie dalej dziać. Ewentualnie Omi się dowie nikt więcej. Chyba
zaczynałam się go bać, nie mogę po sobie tego poznać. Wyczuje mój strach i
będzie jeszcze gorzej. Odłożyłam telefon i położyłam z powrotem. Tak jak szybko
się obudziłam tak szybko zasnęłam, tylko tym razem z głową pełną martwiących
mnie myśli._____________________________________________________________________________________________
Jest rozdział II, mam nadzieję, że sie wam spodoba, czekam na opinię w komentarzach :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz