poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział IV

Rozdział IV

Po krótkim wywiadzie środowiskowym przeprowadzonym przez Naomi, stwierdziła, że spokojnie mogę iść, że prawdopodobnie nic mi się nie stanie.
-Ale wiesz jedna rzecz mnie zastanawia … - zaczęła.
-Chodzi Ci o zbieżności nazwisk –naszego Stylesa i tego od tej firmy? – zapytałam prawie pewna, że chodzi właśnie o to.
-Ty mnie znasz lepiej niż moja własna matka. – uśmiechnęła się i przytuliła mnie. – Zresztą skoro to będzie jego ojciec, wujek, dziadek czy ktokolwiek, to zawsze się możesz zapytać.
-Racja, przekonamy się dzisiaj. Chodź idziemy jeszcze jakaś godzina lekcji i koniec. – powiedziałam otwierając drzwi od skrytki. – Omi, a w co ja się ubiorę na to spotkanie?
-Spokojnie przyjdę do Ciebie i coś sensownego, a za razem seksownego wybierzemy. – puściła mi oczko.
Było już sporo po dzwonku, z hukiem wpadałyśmy do klasy pani Tompshon spojrzała na nas znad okularów, uniosła brwi i nic nie powiedział. Szybko usiadłyśmy w ławce i tak z nie za dobrym początkiem rozpoczęła się lekcja angielskiego.

                                                                                  ***

-Masz coś do jedzenia? – zapytała przyjaciółka wyglądając zza otwartej lodówki.
-No przecież stoisz przed lodówką, weź coś sobie. – odrzekłam popijając sok pomarańczowy.
Z jedzeniem poszłyśmy do mojego pokoju. Naomi usiadłam na łóżku, właściwie położył się i czekała na mój ruch.
-No to może, ja będę zakładać konkretne zestawy, a ty powiesz czy tak będę mogła iść?
-Dawaj mała, a ja w tym czasie przejrzę Twittera. A tak swoją drogą przez całą ostatnią lekcje Harry patrzył się na Ciebie. – rzuciła sięgając po telefon do torebki.

Przymierzyłam kilkanaście stroi i żaden nie pasował. Albo coś nie tak było za spodniami, albo z bluzką. W ostateczności stwierdziła, że to 
będzie najodpowiedniejsze. Poprawiła mi makijaż i mogłyśmy wychodzić. Omi poszła na swój przystanek, a ja na swój.

-Powodzenia, jestem z Tobą! – krzyknęła na pożegnanie przyjaciółka.
-Dzięki! – odwróciłam się i pomachałam do niej.
Jechała najpierw autobusem, następnie tramwajem, po drodze słuchałam muzyki kurczowo trzymając MP3, żeby przypadkiem znowu gdzieś nie wypadła. Po 30 minutach byłam na miejscu. Przeszłam kilkadziesiąt metrów nierównym chodnikiem i stanęłam na przeciw ogromnego budynku. Miał chyba z 25 pięter, a na samej górze widniał napis – Styles Development. Zabrałam głęboki wdech i weszłam. Wnętrze było w czarnych i białych kolorach, wszystko na wysoki połysk. Na ścianach obrazy, piękne, ogromne sofy oraz białe, wysokie biurko, za którym stała chłodna blondyna.
-Dzień dobry, nazywam się Lori Evans, jestem umówiona na spotkanie, w sprawie pracy z panem Stylesem. – powiedziałm ciepło.
Uniosła głowę znad komputera, zmierzyła mnie wzrokiem i rzekła:
-Spotkanie na godzinę 03.30 PM? – machinalnie pokiwałam głową na „TAK” – proszę udać się do pokoju numer 83.
Podziękowałam i ruszyłam w stronę windy, po drodze pytając jakiegoś faceta gdzie znajduje się owe pomieszczenie.
Stanęłam przed drzwiami – kolejny wdech – zapukałam. Usłyszałam pewne słowa, iż mogę wejść. Zrobiłam to. To, co zobaczyłam przekroczyło moje oczekiwania. Biuro z ogromnymi oknami, szklanym stołem, drewnianym biurkiem i całym mnóstwem innych rzeczy, które były nie do opisania.
-Dzień dobry. – powiedziałam niepewnie.
-Witam. Zapraszam. – rzekł uśmiechnięty mężczyzna w wieku około 45 lat. – Ty pewnie jesteś Lori? – dorzucił wyciągające rękę przed siebie. Uścisnęłam ją i usiadłam na fotelu naprzeciwko niego.
Zaczęliśmy rozmawiać, był naprawdę miłym człowiekiem, wypytywał mnie o różne rzeczy, potem ja się przedstawiłam z jak najlepszej strony. Wyciągnął ze mnie chyba wszystkie informacje, jakie tylko mógł.
Po półgodzinnej konwersacji odparł z uśmiechem:
-Witamy w zespole.
Na te słowa uśmiechnęłam się szeroko i bardzo podziękowałam. Wytłumaczył dokładnie, na czym będzie polegała moja praca oraz uprzedził jak mniej więcej mam przychodzić ubrana – duża firma duże wymagania.
Pożegnałam się i ucieszona jak dziecko wyszłam z pomieszczenia. Czym prędzej wysłałam sms’a Naomi, która z prędkością błyskawiczną odpowiedział.
Już kierowałam się do wyjścia, kiedy usłyszałam za sobą, że koś mnie woła. Byłam lekko zdziwiona, bo jeszcze nikt mnie tu nie znał.
Spojrzałam za siebie, na sofach siedział Harry z jakimś kolegą. Wskazał ruchem ręki, że mam podejść, z wielką niechęcią zrobiłam to.
-No, rzeczywiście niezła. – odezwał się jego otatuowany kompan.
-Ja tu jestem. – przypomniałam. – Co ty tu w ogóle robisz? – zapytałam trochę zdziwiona obecnością Stylesa.
-Jak to, co, przecież to firma mojego ojca. Pracuję tutaj i prawdopodobnie będę Twoim szoferem, kiedy mój ojczulek będzie kazał Ci coś załatwić na mieście. – rzucił obojętnie.
Zaklęłam w duchu, ale nie miałam zamiaru dać poznać po sobie, że coś mi nie pasuje.
-A właśnie to jest Niall. Mój najlepszy przyjaciel. – chłopak skinął głową w moją stronę. Ale, że co Harry miał przyjaciela, to może on jednak umie zachowywać się jak człowiek.
-Bardzo mi miało, ale musze już iść. Do zobaczenia w szkole. – chociaż wcale nie miałam ochoty go widzieć.
-Mała poczekaj. – ja pierdole czego on ode mnie jeszcze chce. Tym razem zawołał mnie Niall. – Musze Ci coś powiedzieć, to zajmie dosłownie trzy minutki. – przewróciłam oczami, ale zgodziłam się.
-Jestem jego najlepszym kumplem i wiem, do czego on jest zdolny. Pamiętasz ostatnią akcję z pobiciem tego kolesia?
-No tak, coś było. – odparłam niecierpliwie.
-To Harry go pobił, dlatego wydalono go z tamtej szkoły. Proszę Cię uważaj na niego. On zawsze taki był, ale jak się go lepiej pozna jest naprawdę zajebisty. Nie namawiam Cię do tego oczywiście. Tylko po prostu wydaje mi się, że trochę Cię przeraża jego zachowanie. Widać po Tobie, że jesteś inna niż cała reszta kobiet, jakie widziałem koło niego. Im nie przeszkadzała ta jego wybuchowość, były z nim tylko, dlatego, bo jest dobry w łóżku. – cały czas słuchałam uważnie, co mówi do mnie chłopak i naprawdę nie mogłam w to uwierzyć. – Więc mała uważaj, ale coś czuję, że on Ci tak łatwo spokoju nie da. I tym razem chyba nie chodzi tylko o jednorazowy numer. Pamiętaj jakby, co to na mnie możesz liczyć. – na tym skończył swoją wypowiedź i podał mi małą karteczkę ze swoim numerem.
Chwila musiała minąć, zanim się ocknęłam. Wyszłam na świeże powietrze, po prostu słowa blondyna nie dotarły do mnie.
Musiałam wracać powoli do domu, postanowiłam klika przystanków przejść pieszo, aby wszystko dokładnie przemyśleć i ułożyć. Szłam wolnym krokiem przez ośnieżony park. W mojej głowie słyszałam ostatnie słowa chłopaka – „I tym razem chyba nie chodzi tylko o jednorazowy numer”- czyli, że co on nie da mi spokoju? Dlaczego to właśnie na mnie musiało trafić, tyle dziewczyn jest w całym mieście, dlaczego akurat ja? – zadawalałam sobie tylko to jedno pytanie.
Nawet się nie spostrzegłam, kiedy zrobiło się ciemno. Resztę drogi przejechałam komunikacją miejską.
Ostatecznie do domu wróciłam o 05.45 PM. Tata czekał jak zwykle z obiadem. Bardzo się ucieszył na wieść, że dostałam ta pracę.
- To powiedz mi, Lori, co ty tam będziesz dokładnie robić?- zapytał wycierając jeden z kilku talerzy.
Bardzo trudno mi było rozmawiać teraz o czymkolwiek, ale jakoś się przemogłam i najnormalniejszym głosem odpowiedziałam:
-Właściwie będę pracować w weekendy i czasami jak będę chciała to w piątek po szkole mogę przyjść. Będę jeździć po mieście albo czasami i za miasto podwozić jakieś papiery. Albo w firmie na miejscu – będę taką prawą ręką pana Nathana.
-A jak będziesz miał gdzieś pojechać to rozumiem, że transport oni załatwiają. – dopytywał.
-Tak, można powiedzieć, że moim szoferem będzie – odchrząknęłam nerwowo – jego syn, Harry.
I w tym momencie, prosiłam Boga, żeby ojciec nie zapytał – „Harry Styles, a to nie jest tan, który pobił tego chłopaka?”. Na szczęście takie słowa nie padły.
-Mówiłaś, że do waszej klasy też, doszedł jakiś nowy.
-Taki dziwny zbieg okoliczności, że to ta sama osoba. – uśmiechnęłam się zamykając szufladę.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę pijąc herbatę, stwierdziliśmy, że fajnie by było zrobić wieczór filmowy. Jak byłam młodsza organizowaliśmy coś takiego co tydzień, po prostu nie mogło obejść się bez filmów z tatą.
Poszłam do salonu przeszukałam półkę z filmami, przygotowałam kanapę, abyśmy mogli wygodnie usiąść oraz wyciągnęłam z szafy gruby, ciepły koc.
Tata zrobił wielki kubek kakao i mogliśmy zaczynać.
Oglądaliśmy śmiejąc się i rozmawiając. Siedziałam oparta głową o jego klatkę, było naprawdę miło. Im później się robiło, tym moje powieki stawały się coraz cięższe, aż w końcu zasnęłam.
Obudziłam się po jakiejś półtorej godzinie, z powodu zimna. Rodzica już obok mnie nie było, powędrowałam do mojego pokoju. Sprawdziłam godzinę, była 01.21 AM. Byłam naprawdę śpiąca, ale poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Nie miałam nawet siły na zmycie makijażu. Po powrocie do ciemnego pokoju czekałam na mnie wiadomość:
-Cześć piękna, mam nadzieję, że Cię nie obudziłem. zabieram cie jt na imprezę, bądź gotowa o 8.30pm. xx PS załóż coś seksownego. 
On nawet się nie zapytał, czy chcę iść, po prostu rozkazał. Coś czuję, że to, co działo się działo tej pory to dopiero początek problemów.
Stałam z urządzeniem jakieś 10 minut i w kółko analizowałam sms’a. Sama nie widziałam, co mam zrobić, przepełniał mnie wewnętrzny nie pokój.
W końcu położyłam się i zasnęłam.
                                                                                  ***

Obudził mnie huk czegoś spadającego na podłogę, natychmiast się poderwałam z łóżka i wybiegłam z pokoju.
-Jery, przepraszam córeczko, że Cię obudziłem, niezdara ze mnie. Miska na podłogę mi spadła to, dlatego taki huk. – powiedział zły na siebie ojciec.
-Nic się nie stało, która jest w ogóle godzina? – zapytałam zdezorientowana.
-Jest 5.55 AM. Idź się jeszcze położyć. Ja za chwilę wychodzę.
-Tato mogę dzisiaj nie iść do szkoły? Strasznie kiepsko się czuję, brzuch i głowa mnie boli i jakoś tak mi nie dobrze. – powiedziałm masując brzuch. Ciekawe, dlaczego tak się czułam? Hmm… Może, dlatego, że byłam przerażona wizją dzisiejszego wieczoru?
-No, dobrze, ale co by Ci mogło być? – zapytałam zatroskany.
-Nie mam zielonego pojęcia. A o której dzisiaj wracasz?
-Prawdopodobnie będę około 06.00. PM. – wybacz, ale już musze lecieć. – rzucił i pocałował mnie w czoło.
Podreptałam do pokoju i z powrotem się położyłam, próbowałam zasnąć, ale nic z tego. Przykryłam się dodatkową kołdrą, ale to i tak nic nie dało. Było mi zimno, wszystko mnie bolało i kilka razy byłam wymiotować i tak przez całe przedpołudnie. Jeszcze nigdy mój organizm tak źle nie znosił stresu.
Dzisiaj kończylibyśmy o 12.10PM. Byłam przekonana, że po szkole wpadnie do mnie Naomi, zapytać, dlaczego mnie nie było. Około jedenastej, wstałam i zjadłam chleb z masłem. To był błąd, bo od razu go zwróciłam. Odliczałam minuty, kiedy przyjdzie Omi i mnie przytuli. W końcu zadzwonił dzwonek do drzwi. Sprawdziłam przez wizjer, czy to na pewno ona. Otworzyła drzwi i jej pierwszą reakcja zdziwiła mnie.
-Matko, co Ci jest. Potargane włosy, w szlafroku, blada i wory pod oczami, czy ty w ogóle dzisiaj spałaś? – zapytała zdziwiona, a za razem zmartwiona.
-Tak spałam, ale bardzo kiepsko się czuję. Chodź do pokoju.
Kazałam jej sprawdzić mój telefon, dokładniej wiadomość od Harrego.  Wybałuszyła oczy, spojrzała na mnie i jeszcze raz na urządzenie.
-Nie zgodziłaś się prawda?
-Nic mu nie odpisałam, a jak Ci opowiem, co mówił mi o nim jego kolega to naprawdę nie uwierzysz.
Wszystko dokładnie ze szczegółami zrelacjonowałam, a Naomi zadawała pytania. Czułam się jak na policji, kto wie czy się tam niedługo nie znajdę.
Kolejną rzeczą było dokładne przemyślenie, czy powinnam iść czy nie. Ona upierała się, żebym została, a ja sama nie wiedziałam, co począć.
Z jednej strony, on wie gdzie mieszkam, niby nic mi nie zrobił oprócz tego macania na chemii i sms’ów. Dobra, chyba jednak to są wystarczające powody, żeby nie iść. Chociaż coś mnie do niego ciągnęło, ten jego uśmiech, oczy, głos. Chciałam go po prostu zobaczyć, rzeczywiście, było w nim coś takiego pociągającego.
Zanim się obejrzałyśmy zrobiła się 05.45 i Omi musiała iść do domu. Zdecydowałyśmy, że jednak pójdę z nim, ale jakby, co ta mam ustawić jej numer na szybkie wybieranie i dzwonić. W tym momencie, kiedy ona wychodziła przyszedł tata. Kiedy przyjaciółka u mnie była zrobiłyśmy coś do jedzenia, więc ojciec przyszedł na gotowe – przygotowałyśmy sałatkę z kurczaka.
Podczas posiłku zapytałam czy mogę iść na imprezę.
-Kochanie, tyle razy Ci mówiłem, że nie musisz mi się pytać, wystarczy, że mnie po informujesz. – posłałam mu uśmiech i poszłam do pokoju wybrać jakieś ciuchy.
 
Padło na to: 
I czy Harry tego chciał czy nie musiało mu to wystarczyć.

Posiedziałam jeszcze trochę na Twitterze i zaczęłam się szykować. Nagle usłyszałam jak tata woła:
-Lori pospiesz się, Harry już czeka. – czy on nie mógł poczekać w samochodzie?
Zrobiłam szybko włosy, chwyciłam torebkę i byłam gotowa. Poszłam do kuchni, a panowie siedzieli przy stole zajęci rozmową i śmiechami. On po prostu mógłby być aktorem, żeby tak dobrze udawać miłego to naprawdę trzeba mieć talent.
Odchrząknęłam by w końcu zwrócili na mnie uwagę. Oczy skierowały się na mnie.
-No powiem Ci córeczko, że wyglądasz ślicznie. – zaczął tata.
-Zgadzam się panie Evans. – spojrzał na ojca.
-Harry, daj spokój mów mi Josh. – nie no tego to bym się nie spodziewała.
Tata był przyzwyczajony do widoku chłopaków u nas w domu, bo oprócz Naomi to nie miałam zbytnio koleżanek, raczej moimi przyjaciółmi była płeć męska, jakoś nigdy, ani tacie, ani mi to nie przeszkadzało.
Pożegnałam się z rodzicem i opuściliśmy mieszkanie. Zeszliśmy na dół schodami, opuściliśmy blok i ruszyliśmy w stronę samochodu. Hazz szedł bardzo blisko mnie, poczułam jego rękę na talii. Otworzył mi drzwi pasażera, zapięłam pasy bezpieczeństwa, on również wsiadł. Zanim odpalił silnik poprosiłam o jedno:
-Harry mógłbyś tym razem jechać normalnie? I właściwie gdzie jest ta impreza?
-Dobrze piękną. A gdzie jest, to zobaczysz – powiedział i ruszyliśmy.
Panowała trochę krepująca cisza, zaczęłam bawić się strzemiączkiem od torebki, nie wiedziałam czy mam się odezwać czy siedzieć cicho.
-To prawda, że ty pobiłeś tego chłopaka, tak mocno, że znalazł się w szpitalu? – mistrz głupich pytań? Lori. Popatrzyłam na niego przez chwilę, ale widząc, że chyba nie chce o tym rozmawiać odwróciłam głowę zerkając za okno.
-Tak ja to zrobiłem. – ale naprawdę tego nie chciałem – znasz uczucie, kiedy naprawdę się w kimś się zakochałaś, a jakiś dupek, specjalnie zaciąga Ci dziewczynę do łóżka? – zapytał zerkając na mnie.
-Nie, nigdy nic takiego mi się nie zdarzyło. – odpowiedziałm zgodnie z prawdą.
-A mi właśnie tak. Byłem tak wkurwiony, że nie panowałem nad sobą i zrobiłem to. Dobrze, że mnie powstrzymali, bo ta moja „wielka miłości” skończyłaby tak samo. – rzucił zaciskając ręce na kierownicy.
-Naprawdę Ci współczuję, to musiało być okropne.- powiedziałam jakiś beznadziejny, niby pocieszający tekst.
- Nie potrzebuję współczucia, ale przyrzekłem sobie, że, kiedy kolejny raz zakocham się będę chronić JĄ przed wszystkim.

Przez resztę drogi nie odezwaliśmy się do siebie ani razu. Zajechaliśmy pod jakiś klub. Harry zaparkował, otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Obowiązkowo objął mnie ramieniem. Dostaliśmy się do zatłoczonej sali bez kolejki. Wydaje mi się, że Hazz był częstym bywalcem takich miejsc, bo ochroniarz jakby dobrze go znał. Przeszliśmy przez tłum bawiących się ludzi. Podeszliśmy do kanapy, na której siedziało dwóch chłopaków i jedna dziewczyna. Poznałam ich, Harry zniknął mi z oczu, więc przyłączyłam się do Vicky. Zamówiłyśmy drinki, trochę porozmawiałyśmy, a następnie poszłyśmy na parkiet. Od razu wyłapałyśmy sobie partnerów do tańca.
Bawiłam się całkiem nieźle, dopóki mój towarzysz, z którym tańczyłam nie zaczął sięgać swoimi spoconymi łapami do mojego tyłka. Odepchnęłam go, ale to nic nie dało, był wyższy i silniejszy i do tego pod wpływem alkoholu.
-Mała daj spokój, zabawimy się. – powiedział.
-Nie będę się z Tobą bawić. Zostaw mnie! – krzyknęłam.
I właśnie wtedy odrażający mężczyzna zaczął się wycofywać, zdziwiłam się, że niby te słowa podziałały?
Odczułam duże ręce na moich biodrach, obejrzałam się za siebie i uniosłam głowę – Harry.
-Zatańcz ze mną. – wyszeptał mi do ucha.
Jego głos wywołał ciarki na plecach, przymknęłam oczy, bo to, w jaki sposób do mnie mówił było naprawdę przyjemne. Przenieśliśmy się w ciemniejszy kąt sali i kołysaliśmy się w rytm muzyki. Cały czas stałam do niego plecami, nie pozwolił mi bym, chociaż trochę się od niego odsunęła.
Pocałował moją szyję -  był delikatny, nigdy nikt w ten sposób mnie nie całował. Odchyliłam szyję, aby dać mu większy dostęp. Sama nie wiedziałam, co robię, chyba impuls chwili. Obdarował mnie kolejnym mokrym całusem, dmuchnął na pocałowana miejsce zimne powietrze. Moje serce zabiło szybciej, chciałam się odwrócić, żeby być do niego przodem. Robiąc, co otarłam przypadkiem o jego kroczę. Jęknął cicho, najwyraźniej podobało mu się, ale nie zamierzałam tego powtarzać. Przetańczyliśmy chyba pięć piosenek, wcale nie miałam ochoty się od niego odrywać.

Zrobiliśmy sobie mała przerwę, podeszliśmy do baru i usiedliśmy na wysokich krzesłach. Harry zamówił jakieś drinki, nawet nie wiem, kiedy zrobiła się 11.38PM.
-Harry! – rzuciłam głośniej, aby przekrzyczeć dudniąca muzykę.
-Tak?! O co chodzi?
-Możesz odwieźć mnie już do domu, jutro zaczynam pracę, a nie chciałabym się spóźnić. – poprosiłam.
-Dobrze, ale jedziemy do mnie. Bierz kurtkę i idziemy.
-Nie, zawieź mnie do mnie. – poprosiłam jeszcze raz.
-Lori, od tego klubu do mnie do domu mamy 5 minut, a do Ciebie jakieś 30. Jurto rano Cię zawiozę. A poza tym ja nie mogę prowadzić, bo piłem. Przejdziemy się pieszo.
Zgodziłam, się, bo nie miałam innego wyjścia. Jak by co szybkie wybieranie do Omi jest. Będzie dobrze.
Pożegnałam się z nowo poznanymi ludźmi i opuściliśmy lokal.
Na zewnątrz było naprawdę zimno, zapięłam kurtkę, Hazz widząc, że praktycznie trzęsę się z zimna opiekuńczo objął mnie ramieniem. W drodze do jego domu rozmawialiśmy o wszystkim, ale tak normalnie. Może nie był jeszcze jakoś super miły, ale postęp był.
Po nie za długim spacerze byliśmy na miejscu. Mieszkał na osiedlu gdzie bloki były dwa razy większe niż u mnie. Odkluczył drzwi na klatkę schodową i zaczęliśmy wspinać się po schodach na trzecie piętro.
Stanęłam przed ciemno drewnianymi drzwiami. Chłopak wyjął z kurtki pęk kluczy, poszukawszy tego odpowiedniego otworzył drewnianą powłokę. Przepuścił mnie w drzwiach, na pierwszy rzut oka mieszkanie urządzone bardzo nowocześnie - kolory podobne do tych w firmie. Pomógł zdjąć mi kurtkę, zrzuciłam buty i ustawiłam je obok szafki.
-Zapraszam. – rzekł z uśmiechem.
Weszliśmy w głąb mieszkania, o ile można było to tak nazwać, to był ogromny apartament.
-Mieszkasz tu sam? – zapytałam zdziwiona po co mu tyle miejsca.
-Nie, mieszkam z tatą, ale nie ma go do końca weekendu, a więc chata moja. – powiedział szczerząc się do mnie - odwzajemniłam uśmiech.
Mieszkanie było wręcz onieśmielające. Stałam na środku korytarza i sama nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Harry poszedł chyba do kuchni, a mnie tu zostawił.
-Lori, a ty zamierzasz tak całą noc tutaj stać? – zadał pytanie wyglądając zza framugi drzwi kuchennych.




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz